• Kuter

    Kuter

    Kuter energicznie wskoczył na przybrzeżną mieliznę mocno skracając odległość do stałego lądu.

    Ludzie zaczęli przenosić skrzynki z ciężarówki, zaparkowanej częściowo w wodzie na pokład starego rybackiego kutra.

    Głośny szum wzburzonego morza zagłuszył czyjeś przekleństwo, a fale wyrzuciły na brzeg kilka butelek wódki z roztrzaskanej skrzynki.

    Z kutrowego masztu błysnęły trzy czerwone światełka.

    Stojący pod wydmą Leon ruszył w kierunku zimnych fal.

    Kilku ludzi stalowymi tyczkami spychało załadowaną łódź z mielizny na morską głębinę.

    Leon energicznie wbiegł do lodowatej wody. Wraz z innymi wszedł głęboko pod kuter i z całą siłą naparł na pożółkłe deski burty. Zaraz za nim do wody wbiegło jeszcze kilku innych.

    Stary kuter zsuwał się wolno z mielizny.

    Wysoka fala przykryła głowy przemytników. Leon zamknął oczy i przytrzymał powietrze w płucach.

    Kiedy jego głowa wynurzyła się na powierzchnię popatrzył z dezaprobatą na gwiaździste niebo.

    Kolejna wysoka fala przyszła znienacka.

    Tym razem Leon nie zdążył zamknąć oczu i nabrać powietrza więc łapał głębokie hausty słonej wody.

    Po kilku minutach kuter wszedł w dryf. Rozległ się głośny, metaliczny, równomierny warkot silnika.

    Ludzie krzyczeli do siebie próbując przezwyciężyć blaszany warkot starego diesla. Kilku z nich wybiegło na brzeg i wskoczyło na ciężarówkę, która momentalnie zniknęła w ciemności okolicznych wydm.

    Leon poprawił na sobie drelichową kurtkę i spojrzał w stronę ciężko obracającej się zdezelowanej łodzi.

    Kuter ociężale znikał w ciemności. Jeszcze słychać było jego warkot i głośne nawoływania załogi.

    Na brzegu obfite fale sprawnie zacierały ślady przemytniczych działań. Leon usiadł na brzegu i spokojnie wylał nadmiar wody z butów.

    Po chwili ciemność nocy, mgła i szum morza znów opanowały przestrzeń ze wszystkim co się w niej tymczasem znajdowało.

  • Zielone trawniki

    Zielone trawniki

    Rozległe, zielone trawniki rozciągają się aż do horyzontu.

    Anioły w białych koszulach chodzą po nich boso, rozmawiają i śmieją się głośno.

    Stoję w tej zieleni i rozglądam się z podejrzliwością, ukradkiem zaglądając na ciemniejsze miejsca słonecznego dysku.

    Anioły mnie nie interesują.

    Trawnik jak każdy inny.

    Próbuję zaglądać za horyzont.

    Niestety! Wszędzie anioły na zielonych trawnikach.

    Dlatego ze znudzeniem przytrzymuję osmolone szkiełko.

    Mam wykrzywioną twarz.

  • Kolejna nieudana próba

    Kolejna nieudana próba

    Zazwyczaj we śnie gdy gonią mnie olbrzymie czarne kule zapinam pidżamę dokładnie na ostatni guzik i ze zrezygnowaniem zbiegam po zdeformowanych schodach.

    Podczas morderczej ucieczki przed cynicznymi kulami próbuję nieszablonowych uników, minimalizuję straty i uwalniam się od ciasnego uniformu zasad, które ograniczają wyobraźnię.

    Kolejne długie susy w dół i jestem już prawie przekonany, że powinienem zaniedbać swój tymczasowy światopogląd.

    Kolejny unik, kolejny krok… kolejny skok.

    Dalej zbiegam po pływających kawałkach kamieni pomiędzy ruchomymi ścianami.

    Potykam się nieustannie. Nurkuję.

    Chwytając odłamków opóźniam zsunięcie się w ciemną przepaść.

    Czuję się niekomfortowo pomimo tego, iż we śnie upadki nie bolą.

    Czarne kule gwałtownie witają się z moimi zgarbionymi plecami oraz pląsającą wokół tułowia głową.

    Po lewej stronie czerwone promienie wydostają się z pękających ścian. Ktoś przez nie zagląda. Na tle szarego nieba ukazują się cyniczne twarze przechodniów szukających sensacji.

    Ogólna erozja materii wokół. Przeciwległej ściany już praktycznie nie ma. Schody całkowicie rozpadają się na boki. Zaczynają się kruszyć pod naciskiem czarnych kul rozbijających resztki materii.

    Dzięki nabytemu doświadczeniu jeszcze przez chwilę umiejętnie utrzymuję się na większych fragmentach schodów, a następnie… całkowicie przewidywalnie spadam w otchłań.

    Chodzi o to żeby nie spadać zbyt długo.

    Świadomość wraca gdy ciężko uderzam w łóżko zagłębiając się w poduszkach i wykrochmalonej pościeli.

    Cieszę się z nagłego powrotu do szpaleru białych łóżek na okazałej sali z wielkimi oknami i nieczynnymi kaloryferami.

    Jeszcze przed kolejnym snem spokojnie zmodyfikuję plan działania, przeanalizuję ostatnią ucieczkę, jeszcze raz sprawdzę wszystkie guziki w pidżamie.

    Jestem pewien, że w końcu się uda.

    Już powoli zasypiam.

    Jestem gotowy.

    Zazwyczaj gdy we śnie gonią mnie olbrzymie czarne kule zapinam…

  • Sceny

    Sceny

    Pamiętam, że 40 lat temu obudził mnie głuchy łomot w drzwi wejściowe do naszego mieszkania. Poderwałem się i podbiegłem na palcach do przedpokoju po stołek, dzięki któremu dostałem się do wizjera.

    Ukradkiem spojrzałem na korytarz. Zobaczyłem wielkie, kwadratowe plecy naszego sąsiada Pana K. otulone półprzeźroczystą koszulką na ramiączkach.

    W bardzo nietrzeźwym stanie starał się wyważyć drzwi do swojego mieszkania za pomocą energicznych kopniaków. Wykonane z cienkiej, socrealistycznej sklejki drzwi odgradzały wściekłego pijaka od równie nietrzeźwej i przerażonej małżonki Pani K., która całym swoim ciałem blokowała drzwi z futryną od strony częściowo zdemolowanego już mieszkania.

    Nieustępliwie walczyła o każdą kolejną sekundę swojego życia.

    – Otwieraj stara kurwo… bo cię zajebię!

    – Za-bi-ję-kur-wę-za-bi-ję – wykrzykiwał w tempie vivo vivace zachowując synchronizację sylab z kopniakami.

    Nagle niekontrolowany impet kolejnej szarży na sklejkę spowodował, że Pan K. sprężynował i uderzył plecami w nasze drzwi… i pośrednio we mnie. Straciłem równowagę i spadłem ze stołka powodując niepotrzebny rumor.

    Pan K. odwrócił się i zajrzał do naszego wizjera. Przez chwilę starał się wyłowić z ciemności przedpokoju niedozwolonego podglądacza.

    – Wypierdalać skurwysyny- z pogardą zwrócił się do naszych drzwi.

    Szybko wstałem na stołek i zajrzałem ponownie w wizjer.

    Gdy Pan K. oddalił się od wizjera. Spostrzegłem, że miał na sobie granatowe rozciągnięte slipy oraz kapeć na lewej stopie. Zdecydowanie ten wybór garderoby nie pasował do styczniowej aury panującej od pewnego czasu na zewnątrz 4-piętrowego bloku z wielkiej płyty.

    I była to ostatnia rzecz jaką udało mi się zobaczyć  na korytarzu. Przy wizjerze zastąpił mnie ojciec, którego obudziło dopiero szesnaste kopnięcie nogą w drzwi sąsiadów.

    Jeszcze przez chwilę słyszałem równomierne niskie dźwięki zaciętych ataków Pana K. na nieposłuszne drzwi. Po chwili pojawiły się nowe odgłosy szamotaniny, wyzwisk i rezonans metalowej poręczy.

    Pobiegłem do drugiego pokoju. Rozłożona wersalka pod oknem umożliwiała wygodny wgląd na podwórko. Na ulicy stał już milicyjny radiowóz z charakterystycznym światłem na dachu, które cyklicznie oświetlało połacie białego puchu wokół.

    Na dole dwóch funkcjonariuszy wyprowadziło Pana K. z klatki schodowej kierując się do radiowozu.

    Ślizgali się na śniegu, Pan K. nie ułatwiał zadania (chyba już nie miał kapcia), wszelkimi możliwymi kończynami utrudniał zamknięcie drzwi radiowozu.

    Niespodziewanie na dole w śnieżnej aurze pojawiła się dość mocno roznegliżowana Pani K., która nieudolnie starała się uniemożliwić aresztowanie.

    – Oddajcie mojego męża skurwysyny! Oddajcie go!!- krzyczała w stronę niewzruszonych milicjantów rutynowo wykonujących w milczeniu czynności służbowe.

    Po chwili radiowóz mozolnie ruszył z miejsca i zniknął za kolejnym budynkiem. Pani K., usiadła z rezygnacją na śniegu. Lament zamieniał się w płacz i na odwrót. Nie pamiętam jak długo tam siedziała. Zaczął padać śnieg.

    Patrzyłem na to z dziecięcym zdziwieniem.  Zrozumienie przyszło dopiero wiele lat później.

    Kobieta postępuje zawsze tak samo. Jest zdeterminowana i wytrwała, a przede wszystkim chroni niewidzialnej granicy swojej sfery, w której poruszają się najbliższe dla niej osoby.

    A on? Nigdy nie jest idealny.

    Pan K. wrócił do mieszkania po kilku dniach spędzonych w izbie zatrzymań MO. Miał na sobie drelichowe spodnie związane w pasie, tak mocno poszukiwanym w tamtych czasach, sznurkiem do snopowiązałek. Pod pachą trzymał szary wojskowy koc.

    Pokiereszowane drzwi mieszkania otworzyły się ze zgrzytem. W ciemnym przedpokoju pojawiła się Pani K..

    Ze spuszczoną głową wolno odsunęła się pod ścianę.

    Pan K. wszedł spokojnie.

    Nie odwrócił się.

  • Czy wiesz, że… (9/9)

    Czy wiesz, że… (9/9)

    CZY WIESZ, ŻE

    dzieci w szkołach podstawowych na całym świecie kształcą się według „żagańskiej metody nauczania”.

    W 1765 roku żagański opat zakonu augustianów Ignacy Felbiger stworzył i wprowadził do użytku nowatorską metodę nauczania dzieci zwaną „żagańską”, a także wydrukował dla nich pierwszy elementarz – katechizm w języku polskim i niemieckim znany jako „Abecadło”.

    Metoda Felbigera wraz z „Abecadłem” w szybkim tempie rozprzestrzeniła się z Żagania na cały świat.

    Od tego momentu aż do dzisiaj dzieci we wszystkich szkołach podstawowych zgłaszają się do odpowiedzi przez podniesienie ręki („dwa palce”), podzielone są na klasy w zależności od wieku i posiadanych wiadomości, na każdej lekcji sprawdzane są w postępach w nauce poprzez odpytywanie i sprawdziany, a co najważniejsze kształcone są według przygotowanego wcześniej programu nauczania („podstawa programowa”).

    Dodatkowo w 1768 roku wydał kompendium wiedzy dla nauczycieli pt. „Przewodnik do czynności zawodowych nauczycieli: przymioty, wiadomości i postępowanie dobrych nauczycieli”, który do dzisiaj stanowi podstawę wszystkich opracowań metodycznych dla nauczycieli na całym świecie.

    Ale to nie jedyne naukowe osiągnięcie Felbigera. W 1769 roku na wieży kościoła (wtedy przeznaczonej do obserwacji astronomicznych) zamontował jeden z pierwszych piorunochronów w Europie.

     

    1 – Zespół Poaugustiański – Wieża z piorunochronem.

    1

    2 – „Abecadło” Felbigera – strona tytułowa 1765 r.

    2

    3 – Zespół Poaugustiański – Biblioteka, Żagań.

    3

    4 – Ignacy Felbiger.

    4

  • Czy wiesz, że… (8/9)

    Czy wiesz, że… (8/9)

    CZY WIESZ, ŻE…

    żagańska „Czarna Dywizja” swój przydomek zawdzięcza żołnierzom Wehrmachtu!

    To Niemcy w czasie II Wojny Światowej pierwsi nazwali tak polskich pancerniaków dowodzonych przez gen. Stanisława Maczka dlatego, że nosili oni charakterystyczne czarne płaszcze i czarne berety.

    W trakcie wyzwalania Holandii każde zetknięcie oddziału Wehrmachtu z Polakami groziło jego całkowitym unicestwieniem co budziło wśród Niemców olbrzymi strach i dlatego wkrótce również zostali ochrzczeni mianem „Czarnych Diabłów”.

    Zarówno dzisiejsza jaki i ówczesna „Czarna Dywizja” używa czarnych beretów, a na swoich czarnych mundurach nosi czarne odznaki z szyszakiem husarskim.

    Do dzisiaj w corocznych obchodach święta żagańskiej „Czarnej Dywizji” biorą udział weterani – byli pancerniacy gen. Maczka powszechnie znani jako „Czarne Diabły”.

    http://wiadomosci.dziennik.pl/…/464192,1,jak-czarne-diably-…

    Dodatkowo w Żaganiu funkcjonuje klub sportowy, który w 1957 roku został założony przez wojsko, oczywiście pod nazwą „Czarni Żagań”. A jego piłkarze potocznie nazywani są „Czarnymi Diabłami”.

    https://www.youtube.com/watch?v=9NgujZOe3zA

    1 – Plakat rekrutacyjny – 11 Dywizja Kawalerii Pancernej – spadkobierca „Czarnej Dywizji” gen. Maczka.

    1

    2 – Oficjalny emblemat Miejskiego Klubu Sportowego „Czarni Żagań”.

    2

    3 – Koszulka Surge Polonia na cześć żołnierzom „Czarnej Dywizji”.

    3

    4 – gen. Stanisław Maczek na czołgu podczas ataku na Bredę, Holandia, 1944r.

    4

  • Czy wiesz, że… (7/9)

    Czy wiesz, że… (7/9)

    CZY WIESZ, ŻE…

    Żagań jest miastem dolnośląskim.

    Żagań geograficznie zlokalizowany jest w północnej części Dolnego Śląska. Pod względem urbanistycznym, historycznym i kulturowym jest typowym miastem dolnośląskim.
    Od początku swojego istnienia, aż do rozpoczęcia II Wojny Światowej znajdował się w granicach administracyjnych Śląska. Po wojnie jeszcze do 1950 roku należał do województwa wrocławskiego.

    Na wskutek szeregu niefortunnych reform administracyjnych, przeprowadzonych w czasach komunistycznych oraz po 1989 roku, Żagań znalazł się w granicach województwa lubuskiego.
    W wyniku prowadzonej po wojnie polityki administracyjnej 800 – letnie związki miasta z Dolnym Śląskiem systematycznie się zacierają, a miasto prawie całkowicie utraciło już swoją kilkusetletnią śląską tożsamość.

    Kilka lat temu wśród żagańskiej młodzieży (harcerzy i uczniów żagańskich szkół średnich) zrodziła się inicjatywa promująca historyczną i kulturalną przynależność Żagania do Dolnego Śląska pod nazwą „Dolny Śląsk, Jestem Stąd”. Jednym z głównych założeń tej akcji jest powrotne przyłączenie powiatu żagańskiego w granice województwa dolnośląskiego.

    Oczywiście jest taka możliwość. Powiat żagański leży na granicy województw, a prawo administracyjne na to zezwala w drodze referendum. Jednak aby uruchomić taki proces potrzebna jest większość głosów mieszkańców. A jak wiemy przeciwników i zwolenników tej idei jest chyba równie dużo.

    1 – Logo żagańskiej inicjatywy „Dolny Śląsk, Jestem Stąd”.

    1a

    2 – Powojenna mapa Dolnego Śląska.

    2

    3 – Herb Dolnego Śląska.

    3

    4 – Mapa Śląska z XVIII wieku.

    4

  • Czy wiesz, że… (6/9)

    Czy wiesz, że… (6/9)

    CZY WIESZ, ŻE…

    …kilkusetletni, historyczny, prawdziwy herb miasta Żagań jest inny niż obecnie używany!

    Obowiązywał on jeszcze do 1968 roku kiedy to Miejska Rada Narodowa (ówczesny organ lokalnych władz komunistycznych) odpowiednią uchwałą wprowadził do formalnego użytku nowy herb, który obowiązuje do dzisiaj.

    Jaki był tego powód?

    Nie trudno się domyślić.

    Jak sami Państwo widzicie wcześniejszy herb wygląda zbyt książęco, zbyt arystokratycznie. A obecny? To już inna bajka! Lud pracujący miast i wsi w postaci chłopa stoi wytrwale z dzidą w przejściu…, no i jest dużo czerwonego koloru.

    Stary herb przetrwał wszystkie nowożytne wojny i komunizm na ścianie naszego Ratusza i można go zobaczyć „na żywo” od strony ul. Warszawskiej.

    Niestety, z dzisiejszego punktu widzenia, obecny herb wygląda dużo gorzej niż historyczny pod każdym względem (graficznym, wizerunkowym), co również potwierdzają graficy i eksperci od logotypów.

    1 – Obecny herb Miasta Żagań.

    1

    2 – Herb Żagania na ścianie Ratusza Miejskiego od strony ul. Warszawskiej.

    2

    3 – Historyczny herb Miasta Żagań.

    3

  • Czy wiesz, że… (5/9)

    Czy wiesz, że… (5/9)

    CZY WIESZ, ŻE…

    pod koniec XVII wieku Żagań był największym producentem piwa na Śląsku!

    Mówiąc dzisiejszym językiem w owym czasie w mieście istniało spore konsorcjum prywatnych gorzelni i browarów, którymi zarządzała Rada Miasta. Wielkość zakładów, ilość zatrudnionych tam osób, stopień zaawansowania technologicznego, a w szczególności ilość i jakość produkowanego alkoholu w tamtych czasach biła na głowę takie manufaktury piwowarskie jak Pilzno czy Budziejowice (Żywca, Tyskiego i Heinekena jeszcze wtedy nie było!).

    Istnieją zapisy z 1675 roku, że rajcy miejscy prowadzili negocjacje z ówczesnym księciem żagańskim Wacławem Lobkowitz`em w sprawie produkcji i sprzedaży piwa.
    Książę Wacław posiadał licencję na produkcję i dystrybucję piwa na terenie części Śląska i Łużyc, którą zakupił od Cesarza.

    Miasto Żagań posiadało browary ale nie miało koncesji.

    Oba podmioty musiały się dogadać.

    Rajcy za wydanie koncesji alkoholowej zaproponowali Lobkowitz`owi 3 guldeny z każdego warzenia piwa. Książę oczywiście zgodził się na 5 guldenów oraz dodatkowe 4 guldeny za możliwość dystrybucji i sprzedaży piwa na Śląsku i Łużycach w wiejskich przydrożnych karczmach oraz w miastach.

    Rajcy natychmiast zgodzili się na tak dogodne warunki i szybko podpisali umowę na rok. A jako dodatkowy bonus wręczyli mu kwotę 1250 guldenów, których od nich zażądał jako prezent ślubny, i które w szybkim tempie zostały zebrane wśród mieszkańców Żagania.

    Do czasów eksplozji przemysłu włókienniczego w Żaganiu w końcu XIX wieku, produkcja i sprzedaż piwa stanowiły najważniejsze źródło dochodu miasta.

    1 – Widokówka – folder reklamowy z 1896 roku z budynkiem żagańskiego browaru Gustava Wofthe. Obecnie opuszczony budynek zakładów chłodniczych Zamex „na wyspie” w parku obok basenu miejskiego.

    1

    2 – porcelanowy kapsel butelki od piwa.

    2

    3 – kapsel.

    3

    4 – porcelanowy kapsel butelki od piwa.

    4

  • Czy wiesz, że… (4/9)

    Czy wiesz, że… (4/9)

    CZY WIESZ, ŻE…

    jesteśmy mieszkańcami Księstwa Żagańskiego!

    Okazuje się, że Księstwo Żagańskie nadal istnieje, ponieważ do tej pory nikt go formalnie nie zlikwidował.

    Przez kilkaset lat istniało zachowując swoją odrębność, autonomię, odrębny rząd i oficjalny język urzędowy francuski. Jeszcze w 1944 roku o kupno Księstwa targowała się z francuskimi właścicielami Rzesza Niemiecka, która następnie podporządkowała sobie ten niewielki obszar eksterytorialny wewnątrz Rzeszy. Z prawnego punktu widzenia nigdy nie było ono jej własnością.

    Po tym jak III Rzesza przegrała wojnę, Księstwo Żagańskie stało się lennem Polski (nie było jej własnością), a jako że nie było własnością Rzeszy, formalnie nie objęły go postanowienia z Jałty.


    Po wojnie o majątek swojego obywatela księcia Bosona II Talleyrand – Périgord upomniała się Francja. W związku z niecodzienną sytuacją prawną ówczesny I sekretarz PZPR Władysław Gomułka zmuszony był wypłacić spadkobiercom Księstwa Żagańskiego odszkodowanie w wysokości 2.5 mln dolarów USA w postaci węgla kamiennego.
    Wagony wyładowane węglem przez kolejny rok systematycznie kursowały z Górnego Śląska do Francji. Był to jedyny taki przypadek w bloku komunistycznym… i chyba w Europie.

    Z prawnego punktu widzenia Księstwo Żagańskie formalnie nadal jest lennem Polski, ale bez autonomii oraz odrębnego rządu. Swoim zasięgiem wciąż obejmuje Pałac Książęcy z przyległościami, park i część aglomeracji miejskiej.

    Bycie mieszkańcem Księstwa oznacza ogromny dostatek i bogactwo. Obecnie to raje podatkowe i najdroższe nieruchomości. Inne europejskie księstwa jak Lichtenstein, Luxembourg czy Monaco to miejsca, gdzie PKB na mieszkańca jest w Europie najwyższy i według danych z 2015r. sięga prawie 300 tys. PLN rocznie (w Polsce ok. 40 tys. PLN).

    1 – Herb Księstwa Żagańskiego

    1

    2 – Mapa Księstwa Żagańskiego z 1750r – PRINCIPATUS SILESIE SAGANENSIS . Atlas Silesie Ducatus z 1752r. wydany w Norymberdze.

    2

    3 – Pałac Książęcy – 2013 r.

    3

    4 – Pałac Książęcy – 1934 r.

    4

    5 – Władysław Gomułka podczas przemówienia, Sala Kongresowa, Warszawa 19.03.1968r.

    5

  • Czy wiesz, że… (3/9)

    Czy wiesz, że… (3/9)

    CZY WIESZ, ŻE…

    pierwszą siedzibą Urzędu Miasta w Żaganiu po wojnie była kamienica przy placu Klasztornym.

    Do 1945 roku Urząd Miejski znajdował się w budynku Ratusza Miejskiego jednak, jak większość zabudowy śródmiejskiej, został zniszczony na wskutek prowadzonych intensywnych działań wojennych.

    Pierwszy powojenny burmistrz Franciszek Walter (przedwojenny mieszkaniec Żagania) zdecydował się na tymczasowe ulokowanie urzędu w ocalałym budynku przy Placu Klasztornym, gdzie wraz z czterema innymi urzędnikami rozpoczęli przywracanie miasta do życia.

    Istotną rolę w procesie odbudowy doszczętnie zniszczonego miasta odegrali przedwojenni mieszkańcy Żagania pochodzenia niemieckiego i polskiego, którzy nie opuścili swojego miasta po wojnie. Byli to specjaliści z różnych dziedzin, inżynierowie, lekarze, elektrycy, itd.
    Jedyną działającą w mieście elektrownię (tą przy hotelu „Młynówka”) uruchomił Otto Hertel wraz z kilkoma elektrykami – przedwojennymi jej pracownikami. Pocztę uruchomił Stanisław Meller. Dzięki nielicznym pozostałym technikom szybko zaczęły funkcjonować wodociągi w mieście. Jeszcze przez ponad rok jedynym lekarzem w szpitalu miejskim była chirurg Anna Schoenemann, którą w pracy wspomagały siostry zakonne. Przedwojenni fachowcy częściowo uruchomili ogołocone przez Armię Czerwoną zakłady włókiennicze (przy ul. Dworcowej). Do końca 1948 roku większość pracujących tam rzemieślników stanowili przedwojenni mieszkańcy Żagania. Jeszcze na początku lat 50- tych chrztów w Żaganiu i okolicach udzielał niemiecki ksiądz.

    W międzyczasie przybywali nowi mieszkańcy – repatrianci ze wschodu. W lipcu 1945 roku Żagań liczył ponad 200 mieszkańców, a na początku 1946 roku było ich już ponad 2000.

    Pomimo bariery językowej „Starzy” i „Nowi” mieszkańcy miasta usuwali skutki działań wojennych w każdym aspekcie życia miasta doskonale ze sobą współpracując. Było to niebagatelną zasługą kolejnego przedwojennego mieszkańca Żagania – Edwarda Marczyńskiego, który pełnił w mieście funkcję Zastępcy Burmistrza.

    W niedługim czasie otwarto pierwszą stołówkę, pierwszy sklep spożywczy, pierwszą aptekę… itd.

    Jeszcze w 1945 roku Urząd Miasta przeniesiono z placu Klasztornego do odremontowanego budynku przy ul. Łużyckiej 6, a później do obecnego budynku Urzędu Miasta na placu Słowiańskim (wcześniejsza rezydencja książęca Anny Doroty von Medem – tzw. „Dom Wdowi”).

    1 – Kamienica przy placu Klasztornym (po lewej). Pierwsza po wojnie siedziba Urzędu Miasta Żagań. Wcześniej, w budynku z czerwonej cegły przy pomniku wotywnym obecnie jadłodajni parafii WNMP, zaraz po wkroczeniu Armii Czerwonej (jeszcze przed powołaniem Burmistrza i Urzędu Miejskiego) ulokowano przyczółek nowej władzy na zajętych terenach- Biuro Pełnomocnika Rządu PRL nr 22 (Henryk Grabarczyk), które zajmowało się m. in. wysiedlaniem rodzin niemieckich, przejmowaniem zastanego majątku, zabezpieczaniem wszelakich dóbr. Jednakże nie był to jeszcze urząd miasta z prawdziwego zdarzenia.

    1

    2 – Obecna siedziba Urzędu Miasta Żagań – „Dom Wdowi”.

    2

    3 – ul. Łużycka (przed wojną ul. Felbigera). Ostatni budynek po lewej – Łużycka 6 – druga po wojnie siedziba Urzędu Miasta Żagań.

    3

  • Czy wiesz, że… (2/9)

    Czy wiesz, że… (2/9)

    CZY WIESZ, ŻE…

    żagańska biblioteka poaugustiańska jest zaliczana do pierwszej dziesiątki najcenniejszych zabytków historycznych tego typu w Europie.

    Przez wieki Żagań był przodującym ośrodkiem religijnym i naukowym w zakresie teologii, prawa kanonicznego i rzymskiego. Już od średniowiecza w żagańskim klasztorze znajdowało się jedno z największych europejskich skryptoriów, gdzie ręcznie przepisywano słynne dzieła ówczesnych uczonych z zakresu matematyki, geometrii, chemii, przyrody, medycyny i astronomii.

    W szybkim tempie żagańska biblioteka stała się centralnym ośrodkiem wiedzy w Europie. Na przełomie XV i XVI wieku w Żaganiu znajdowało się ponad 800 rękopisów (dla porównania na Sorbonie było ich w tym czasie około 200).

    Obecnie żagańska biblioteka posiada jeden z największych i najcenniejszych księgozbiorów w tej części Europy. Dodatkowo w bibliotece znajdują się dwa absolutne unikaty. To XVII wieczne niderlandzkie globusy przedstawiające mapę nieba (w Europie jest takich jeszcze osiem).

    Żagańska biblioteka imponuje także skalą rozwiązania architektonicznego i jest wybitnym przykładem założenia o cechach stylu barokowego. Obecnie jest jedyną w Polsce barokową salą biblioteczną, w której zachowało się oryginalne wyposażenie z epoki.
    Wnętrze żagańskiej biblioteki to dwa połączone ze sobą pomieszczenia przykryte odpowiednio ukształtowanymi spłaszczonymi sklepieniami, które w 1736 roku zostały pokryte polichromiami przez Jerzego Neunhertza. Posadzkę wyłożono specjalnymi płytami z piaskowca z misternie wmontowanymi elementami z czarnego dębu dzięki czemu w tym pomieszczeniu utrzymuje się specyficzny mikroklimat przyjazny dla przechowywanych tam starodruków (bardzo niska wilgotność i stała temperatura).

    Jest jeszcze jedna rzecz, która czyni żagańską bibliotekę unikatową w skali świata. Do dzisiaj stanowi to niewyjaśnioną tajemnicę.

    To „zagadka dźwięku”.

    Osoba stojąca w określonym miejscu pomieszczenia może szeptem rozmawiać z osobą stojącą po przeciwnej stronie, a pozostali wokół nie będą tego słyszeć. Po przejściu kilku metrów mówiąca szeptem ta sama osoba jest znakomicie słyszalna dla wszystkich stojących wokół i w całym pomieszczeniu tylko nie dla tej osoby po przeciwnej stronie.
    Mamy tu do czynienia ze zjawiskami akustycznymi, które w dobie rozwoju dzisiejszej nauki i postępu technologicznego są nadal trudne do wykonania w praktyce.

    W dzisiejszych czasach przy zastosowaniu specjalistycznych urządzeń wykorzystujących złożone algorytmy cyfrowego przetwarzania sygnałów akustycznych, aplikacjom do modelowania 3D kształtu pomieszczeń i odpowiednio dobranych materiałów akustycznych można zaprojektować i wykonać w praktyce takie pomieszczenie, które teoretycznie będzie posiadało podobne walory akustyczne jak żagańska biblioteka.

    Technicznie wykonanie czegoś takiego jest możliwe od końca XX wieku kiedy opracowano pierwszy procesor sygnału akustycznego DSP (Digital Signal Processing). Dzisiejsza nauka na to pozwala.

    Wiec jak było to możliwe kilkaset lat temu?

    W historii architektury istnieją przekazy o podobnych budowlach wykonywanych przez budowniczych posiadających olbrzymią wiedzę architektoniczną, matematyczną i inżynieryjną, a także niezwykłe umiejętności.

    Byli to Wolnomularze.

    W tamtych czasach ruch wolnomularski (masoneria) zajmował się wznoszeniem monumentalnych budowli w całej Europie, w tym obiektów sakralnych. Wznoszenie takich obiektów stwarzało okazję do bliskich i częstych kontaktów z warstwą kapłańską i panującymi – wszak świątynie, biblioteki i pałace, stanowiły kluczowy element architektury w wielu europejskich ośrodkach kultury i nauki, w tym w Żaganiu na Śląsku.

    Dzisiaj nasuwa się mnóstwo pytań, na które prawdopodobnie nie znajdziemy już odpowiedzi. W jakim celu zbudowano pomieszczenie o tak niecodziennych walorach akustycznych? Kto zaprojektował i wykonał wnętrze biblioteki i jakich użył do tego narzędzi? Czy Wolnomularze w jakikolwiek sposób wpłynęli na końcowy kształt żagańskiej biblioteki?

    Obecnie żagańska biblioteka poaugustiańska to zabytek historii o szczególnej wartości historycznej, naukowej i kulturalnej, a także popularne miejsce zagranicznych wycieczek turystycznych.
    To miejsce unikalne pod każdym względem.

    https://www.youtube.com/watch?v=AtphgydEn6U

    1 – Symbole wolnomularskie umieszczone na elewacji jednego z budynków w Żaganiu.

    1

    2 – Biblioteka poaugustiańska, Żagań, Polska.

    2

    3 – Biblioteka parlamentu, Haga, Holandia.

    3

    4 – Biblioteka w Muzeum Pamięci Ryotaro Shiby, Osaka, Japonia.

    4

    5 – Insygnia wolnomularskie – Cyrkiel i Węgielnica.

    5

    6 – Narzędzia wolnomularskie, rycina z XV wieku.

    6

    7 – Biblioteka poaugustiańska, Żagań, Polska.

    7

    8 – Biblioteka klasztoru Sankt Florian, Austria.

    8

    9 – Biblioteka Wiktorii i Alberta, Londyn, Anglia.

    9

  • Czy wiesz, że… (1/9)

    Czy wiesz, że… (1/9)

    CZY WIESZ, ŻE…

    w Żaganiu znajduje się jeden z najsłynniejszych na świecie zabytków architektury sakralnej – replika Jerozolimskiej Kaplicy Grobu Pańskiego.

    Gdy 15 lipca roku pańskiego 1099 Krzyżowcy zdobyli Jerozolimę to niemal natychmiast w świętym dla chrześcijaństwa miejscu rozpoczęto budowę kaplicy Grobu Chrystusowego. W celu jego ochrony powołano Zakon Rycerski Świętego Grobu Bożego złożony z 50 Krzyżowców wywodzących się z najlepszych domów rycerskich. Ich znakiem rozpoznawczym stał się czerwony krzyż patriarszy umieszczony na białym płaszczu.
    Konsekracja sanktuarium odbyła się dokładnie 50 lat po zdobyciu Jerozolimy dnia 15 lipca roku pańskiego 1149 w obecności Króla Jerozolimy, duchowieństwa i rycerzy zakonnych.
    Zakon Rycerski Świętego Grobu Bożego przez prawie 200 lat ochraniał kaplicę Grobu Pańskiego. Rycerze zakonni uczestniczyli również w wyprawach przeciw niewiernym. Wyróżniali się niesamowitą walecznością i zaciętością, a ich sława w owym czasie znana była daleko poza granicami Królestwa Jerozolimskiego. Mówiono na nich Bożogrobcy.
    W roku pańskim 1291 wojska Krzyżowców już na zawsze zostały wyparte z Jerozolimy. Bożogrobcy jeszcze przez kilka dni po poddaniu Jerozolimy w samotności stawiali zacięty opór w kilkudziesięciu broniąc kaplicy Grobu Pańskiego przed tysiącami nacierających niewiernych. Prawie wszyscy zostali zabici, a ocaleni rozpierzchli się po całej Europie.

    Po jakimś czasie w różnych europejskich krajach od Hiszpanii po Rzeczpospolitą zaczęły powstawać repliki Grobu Pańskiego i niewątpliwie część z nich było dziełem natchnionych Bożogrobców, którzy wciąż w swoich myślach spoglądali na wschód w stronę Jerozolimy… i Grobu Pańskiego.

    Los nie był jednak łaskawy dla jerozolimskiego sanktuarium chrystusowego. Po szeregu dewastacji, grabieży i zniszczeń w roku pańskim 1555 Święty Grób uległ całkowitemu zniszczeniu na wskutek trzęsienia ziemi.

    Zrujnowane miejsce bardzo długo czekało jeszcze na odbudowę. W 1808 roku w miejscu zniszczonego Grobu Pańskiego powstała nowa kaplica jednak pod względem architektonicznym bardzo odległa od średniowiecznego oryginału zbudowanego przez Bożogrobców.

    Obecnie na świecie znajduje się 18 replik jerozolimskiego Grobu Pańskiego. Jednak tylko 2 z nich są wierną kopią tej średniowiecznej zbudowanej przez Bożogrobców.

    Jedna z nich znajduje się w Żaganiu!

    Żagańska budowla powstała w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach w 1600 roku. Tak jak jerozolimski oryginał została zbudowana z piaskowca. W jej skład wchodzi nawa (przedsionek) i prezbiterium (komora grobowa). Oba pomieszczenia połączone są bardzo niskim przejściem. Płaski dach zwieńczony jest sześciokolumnową wieżyczką. Wejście stanowi ostrołukowy portal skierowany na wschód.

    Od momentu powstania aż do początku II wojny światowej była celem pielgrzymek wiernych z całej Europy. Świadczą o tym czytelne do dziś napisy pozostawiane na murach kaplicy. Najstarszy z nich pochodzi z początku XVII wieku i brzmi „Hic fuit Daniel Rudolphus Griphishagensis Pomeranus Ao MDCVII” („Tu w roku 1607 był Daniel Rudolf z Gryfina Pomorskiego”).
    Według ówczesnego prawa kanonicznego pielgrzymka do Żagania była równoznaczna z pielgrzymką do Jerozolimy.

    Żagańska replika jerozolimskiej kaplicy Grobu Pańskiego ma już ponad 400 lat i zachowała się w doskonałym stanie. Jest zlokalizowana w obrębie jednego z najstarszych czynnych cmentarzy w tej części Europy, który został założony w 1539 roku na dawnym wzgórzu winnym.

    Mieszkańcy Żagania, nieprzerwanie od 4 stuleci, określają to miejsce jako cmentarz „Na Górce”.

    Pod względem architektonicznym żagański Grób Pański jest bliższy oryginałowi, niż budowla odwiedzana obecnie przez pielgrzymów w Jerozolimie.

    W każdej chwili można zobaczyć to miejsce bez większych przeszkód. Kaplica chrystusowego grobu stoi wyniośle w cmentarnej ciszy co jeszcze potęguje wrażenie obcowania z czymś niezwykłym.

    Bez przeszkód można przyłożyć swoją dłoń do piaskowej ściany budowli i przekonać się, że nawet w zimie jest wciąż ciepła. Można też przyłożyć do niej ucho i usłyszeć dochodzące ze środka odgłosy modlitw Bożogrobców i odległej Jerozolimy :-).

    1 – Żagańska replika Grobu Pańskiego.

    1

    2 – Przebudowana po trzęsieniu ziemi Kaplica Grobu Pańskiego posiada obecnie wygląd bardziej ortodoksyjny, Jerozolima.

    2

    3 – Kilkusetletnie napisy na budowli Grobu Pańskiego, Żagań.

    3

    4 – Kilkusetletnie napisy na budowli Grobu Pańskiego, Żagań.

    4

    5 – Grób Pański (Anastasis) zajmuje centralne położenie w rotundzie, w obecnej formie pochodzi z początku XIX wieku.

    5

    6 – Żagańska replika Grobu Pańskiego.

    6

    7 – bazylika Grobu Pańskiego, Jerozolima (widok z góry); W praktyce większość praw dotyczących bazyliki jest w posiadaniu trzech obrządków chrześcijańskich: greckiego prawosławnego patriarchatu Jerozolimy, kościoła łacińskiego reprezentowanego przez Zakon Braci Mniejszych (franciszkanie) oraz Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego. Przedstawiciele Koptyjskiego Kościoła Ortodoksyjnego mają prawa do małej kaplicy wybudowanej na tyłach edykuły Grobu.

    7

    8 – Kilkusetletnie napisy na budowli Grobu Pańskiego, Żagań.

    8

  • Nieuchronność pewnych wydarzeń

    F. jak zwykle obudził się na chwilę przed wschodem słońca. Wstał w łóżka i poprawił na głowie wełnianą czapkę. Opryskał się wodą z miednicy, popatrzył w lustro i zagwizdał.

    Odchodząc od lustra kopnął leżącą na drewnianej podłodze blond- główkę lalki, która potoczyła się do kilkuset swoich blond- koleżanek pod ścianą.

    F. otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz. Zatrzymał się na ganku i spojrzał w mroczną otchłań wielkiej przestrzeni przeciętej polną ścieżką. Po chwili wolnym krokiem zszedł po drewnianych schodkach na wydeptany trakt i chwiejnym krokiem skierował się przed siebie.

    Pod wpływem przerażającego popędu pozostawił za sobą swój normalny świat, niewielki dom na uboczu, setki popełnionych podłości, a nawet zbrodni, mnóstwo ciał w żeliwnych wannach, a nawet wstydliwe tajemnice o zapachu spalonej skóry ukryte głęboko w szufladach.

    F. pomimo wrodzonego uporu nieodwołalnie i nieuchronnie zniknął w półmroku poranka.

  • Kilku nieważnych sobowtórów

    W bramie starej kamienicy znalazł się człowiek, który uporczywie liczył przechodzących sobowtórów.

    Wspomniani osobnicy nonszalancko przemieszczali się pomiędzy wejściem w bramę od strony ruchliwej ulicy, a małym podwórkiem otoczonym ze wszystkich stron wysokimi murami brunatnych kamienic.

    Co pewien czas przechodzący zatrzymywali się i przyjaźnie unosili dłoń, a potem znikali gdzieś w mikroświecie szarego podwórka pachnącego stęchlizną.

    Trzymając twarz przy marmurowej posadzce człowiek zauważył kolejnego sobowtóra, który zatrzymał się w cieniu zimnego korytarza i rzekł:

    – Nie możesz wciąż sterczeć w poczekalni. Albo spierdalaj na ruchliwą ulicę, albo schowaj się w cieniu cichego podwórka.

    Człowiek wolno podniósł się z posadzki zwracając wzrok ku kolorowej poświacie zewnętrznego świata wdzierającej się w ciemności korytarza.

    – Podobno Bóg daje to czego chcemy… tylko nie tak bezpośrednio- elegancko dokończył sobowtór i wyszedł na ulicę.

    Człowiek ze zdziwieniem spojrzał na otaczający go wszechświat, a następnie na czubki swoich starych butów. Wyprężył się. Poprawił płaszcz.

    Niestety nie był tak zdecydowany jakbyśmy tego od niego oczekiwali, dlatego ponownie usiadł na poprzednim miejscu, przytulił twarz do chłodnej posadzki i nadal liczył przemykających po korytarzu swoich nieważnych- uśmiechniętych sobowtórów.

  • Rezygnacja…

    Rezygnacja…

    Przeważnie gdy boli mnie głowa od tego uporczywego bumbumbum zaczynam odręcznie pisać rezygnację w półmroku mojego zimnego pokoju. Wtedy wychylam się za łóżko w poszukiwaniu papieru podaniowego i kątem oka obserwuję stojących nieopodal Oprawców odzianych jak zwykle w niewinność.

    Nienawidzę gdy podczas tego uporczywego bumbumbum Oprawcy nonszalancko zrywają z moich ścian tapetę i głośno zliczają ukryte pod nią rzędy cyfr.

    Staram się wtedy pisać szybciej ale ręce mam zazwyczaj zdrętwiałe.

    Gdy wokół mnie robi się coraz głośniej, a ilość zerwanej tapety staje się nie do zniesienia zdaję sobie sprawę z beznadziejności sytuacji, w której się znalazłem. Za chwilę ujawnione na ścianie rzędy bezbronnych liczb nieodwołalnie oznajmią wyniki wszystkich różniczkowych równań.

    A ja wciąż słucham swoich Oprawców i tego uporczywego bumbumbum.

    Nie mogąc przewrócić się na plecy spoglądam na ich idealnie wydepilowane łydki i zrezygnowany zawsze zastanawiam się… czy wyżej jest równie gładko.

  • Centralny Mózg Ludzkości

    Centralny Mózg Ludzkości

    Pan Zenek, powszechnie znany jako Centralny Mózg Ludzkości, jak zwykle w piątek siedział na ławce przy zaśmieconym skwerze niedaleko swojego mieszkania. Właściwie to siedział nie tylko na ławce ale i na pogiętej, przedwczorajszej gazecie zawierającej dużą ilość ważnych informacji gospodarczych.

    W jego bezpośredniej bliskości przesuwały się postacie ludzi przytłoczonych swoimi codziennymi problemami życiowymi. Wykrzywione twarze przechodniów ukazywały się przez chwilę w lusterkach przytwierdzonych do butów Pana Zenka ujawniając prawdziwe powody uciążliwych zmartwień.

    Pan Zenek zerkał ukradkiem na lustrzane odbicia ludzkich ułomności i ze zrozumieniem kiwał głową. Jednym ruchem mógłby je wszystkie naprawić ale nie miał na to czasu, ponieważ był bardzo zajęty.

    Jako Centralny Mózg Ludzkości zajmował się jedynie problemami o charakterze globalnym.

    Poprawiając kant na swoich poplamionych bawełnianych spodniach skupił się nad jednym z istotnych problemów ludzkości, z którym zmagał się osobiście od przedwczoraj. Przytrzymując głowę otwartą dłonią kontynuował proces myślowy, który coraz bardziej uwydatniał na jego czole szereg kolein w skórze powszechnie nazywanych bruzdami.

    Szarzało. Wzmagał się wiatr, który jednostajnie wygaszał odbicia twarzy w niewielkich lusterkach. Niebo stawało się coraz bardziej nerwowe. Sine chmury piętrzyły się na nieboskłonie, a wiatr zmieniał położenie niektórych śmieci w bezpośredniej bliskości ławki.

    Nagle Centralny Mózg Ludzkości uniósł się z ławki. Gazety, na których siedział i cały świat momentalnie zamilkły. Ucichł wiatr, a niebo znów stało się szarobłękitne.

    Wsuwając obandażowaną, spuchniętą dłoń do jednej z niezajętych, głębokich kieszeni pan Zenek popatrzył z zadowoleniem przed siebie po czym oddalił się z miejsca swoich codziennych rozważań.

  • Incydent w Instytucie Wartości Nieobliczalnych

    W jednym z wielu pomieszczeń Instytutu Wartości Nieobliczalnych pracowała para urzędników.

    U swoich wszystkich siedemnastu kolejnych przełożonych różnego szczebla mieli opinię bardzo wydajnych biurokratów, a współpracownicy z sąsiednich pomieszczeń biurowych uważali ich za bardzo kompetentnych i solidnych pracowników tego wydziału.

    Codziennie od jedenastu lat siadali na przeciwko siebie przy jednym szerokim biurku, na którym oprócz standardowych formularzy znajdowały się dwie szklanki z podstawkami, kilka pieczątek na stojaku, metalowy kubek z ołówkami oraz wiele innych drobiazgów niekoniecznie związanych z wykonywaną pracą.

    Pomimo diametralnie różnych charakterów (jeden był nad wyraz spokojny, a drugi niezmiernie zrównoważony) nie dochodziło pomiędzy nimi do poważnych zatargów. Drobne rozbieżności w poglądach wyjaśniali zazwyczaj przy pomocy formularzy wewnętrznych numer osiem specjalnie przygotowanych przez kierownictwo w tym celu.

    W wolnym czasie rozmawiali o pieczątkach, o ostrzeniu kredek, o nowych modelach temperówek, a nawet o petentach błąkających się bezwiednie po korytarzach. Żałosne zachowanie interesantów było tematem wielu prześmiewczych parodii, które wymyślali i realizowali przy drzwiach w swoim pomieszczeniu zmieniając na chwilę nudne biuro w teatr jednego aktora i jednego widza.

    Pewnego spokojnego dnia urzędowego jeden z nich dziwnym zbiegiem okoliczności włożył najważniejszą w biurze pieczęć z napisem „BRAK AKCEPTACJI” do Teki Spraw Niezałatwionych przez co została nieumyślnie zakamuflowana tak, że jej odnalezienie graniczyło teraz z cudem.

    Ten poważny incydent, o którym rozpisywała się później prasa, pozostał tego dnia niezauważony, a pozostałe godziny urzędowania upłynęły spokojnie.

    Gdy po kilku dniach sterta bieżących formularzy urzędowych składowanych na podłodze pod oknem urosła ponad poziom parapetu sprawa stała się niepokojąca.

    Z godziny na godzinę formularzy w pomieszczeniu przybywało gdyż pieczętowanie pieczątką „BRAK AKCEPTACJI” wciąż stało w miejscu.

    Późnym popołudniem interweniował kierownik zmiany, a po nim główny specjalista,  dyrektor nadzoru, audytor śledczy i generalny inspektor wydziału.

    Po kilkunastokrotnym przeszukaniu pomieszczenia okazało się, że pieczątka zginęła bezpowrotnie.

    Sytuacja pary urzędników stała się krytyczna.

    Spokój i opanowanie prysnęły jak bańka mydlana w momencie gdy jeden z urzędników wywrócił z krzesła współtowarzysza wysypując mu na głowę śmieci z nieopodal stojącego śmietnika, o którym wcześniej nie wspominaliśmy.

    Riposta zaśmieconego była natychmiastowa. Wstając z zimnej posadzki zwinnym ruchem wbił najlepiej naostrzony ołówek w plecy kolegi.

    Urzędnik z ołówkiem w plecach, nie pozostając dłużnym, zwinnym ruchem podciął koledze tętnicę szyjną kawałkiem szkła z rozbitej szklanki, a następnie rozerwanym kawałkiem szarej zasłony utrudnił mu oddychanie.

    Po kilkuminutowej walce obaj urzędnicy niepokojąco opadli z sił i nastała grobowa cisza.

    Do pomieszczenia biurowego wrócił spokój, a po chwili pojawili się pierwsi interesanci z wypełnionymi formularzami numer jedenaście, które układali na podłodze obok zwłok urzędników.

    Dzięki umieszczonej na drzwiach kartce z napisem „PRZEPRASZAMY ZA ZWŁOKĘ” zachowywali się nad wyraz cierpliwie.

  • … wczoraj przed południem.

    Wczoraj przed południem, podkładając kolejną książkę pod niestabilną szafę ubraniową, zdałem sobie sprawę, że liczby dodatnie są tylko połową prawdy. Drugą połowę stanowią liczby ujemne, które w pewnym okresie edukacji są schowane za kotarą niewiedzy. Przykładając głowę do podłogi zauważyłem Zero i początek liczb dodatnich ustawionych ciasno aż do sufitu.

    Podłoga równa się Zero, a nad nią tylko połowa prawdy.

    Ufff! Jakim zaskoczeniem byłby teraz odbiór liczb ujemnych schowanych pod podłogą. Na pewno większym niż grupa podstępnych północnokoreańskich szpiegów szybko przemykająca w za ciasnych półbutach przez mój niewielki przedpokój do sufitu wypełniony dodatnimi liczbami.

  • Spacer

    Spacer

    Czasami chodzę szybko ale zazwyczaj chodzę wolno.

    Wtedy próbuję naśladować ludzi siedzących na skwerach, w parkach i na ulicach. Robię różne miny i dziwacznie, nienaturalnie dla mnie podskakuję i wykręcam ciało. Ale tylko wewnątrz, gdyż na zewnątrz nie mogę sobie na to pozwolić.

    Na zewnątrz istnieją inni wolni spacerowicze na wyższym poziomie spacerowym, którzy obserwują i również mnie naśladują. Oni zachowują się spokojnie na zewnątrz, ponieważ inni jeszcze powolniejsi spacerowicze obserwują ich. Tamtych obserwują jeszcze inni powolniejsi od tamtych, a tamtych następni inni powolni z najwolniejszych.

    I tak dalej aż w nieskończoność.

    Gdzieś tam w nieskończoności stoi Bóg. On spaceruje już tak wolno, że teoretycznie się nie porusza. Ale to tylko pozory. Bóg to najdoskonalszy spacerowicz.

    Ja wolę nie biegać, bo gdy biegnę, czuję na sobie wzrok kilkunastu osób więcej niż zazwyczaj.

    Spacer jest bardzo zdrowy chociaż trwa wiecznie. Jest podobny do sztafety lecz bez pałeczek i wyznaczonych torów.

    – Dzień dobry Panu! Jestem spacerowiczem tej prędkości co pan. Nazywam się K. i Pana zastąpię!

    Nic nie odpowiedziałem. Zrozumiałem, że teraz zostałem zwolniony i nigdy nikogo już nie będę naśladować.

    Poszedłem szybciej niż zwykle na sąsiednią ulicę.

    Przypadkowo usiadłem pod brudną i popękaną ścianą.

    Czekałem… .

  • Uogólnianie…

    Uogólnianie…

    Szukając przypadkowych inspiracji muzycznych na dzisiejszy wieczór przejrzałem setki stron internetowych zawierających muzykę i traktujących o muzyce. „Poleciałem” po ikonach muzyki klasycznej w kierunku bee bopowego So What Miles`a Davis`a, skąd płynnie wpadłem do funk i muzyki kubańskiej zahaczając o Buena Vista Social Club. Następnie zboczyłem na południe do Nueva Cancion wsłuchując się w legendarną Balderamę Mercedes Sosy… i znów do jazzu do niezawodnego Coltrane`a i kilku innych aby na końcu wypaść z hukiem z zakrętu w Chryzantemy Złociste Mietka Fogga.

    Niestety poszukiwania nie przyniosły skutku więc inspiracji zacząłem szukać w nieopodal znajdujących się szafkach i szufladach. W końcu zabrałem się za przeglądanie zakurzonych okładek starych płyt winylowych.

    W trakcie wertowania powyginanych okładek wpadła mi do ręki płyta Donald`a Byrda – Slow Drug… i od razu poczułem to ukłucie pod trzecim lewym żebrem (licząc od dołu) niewątpliwie zwiastujące nadejście inspiracji.

    Slow Drug została nagrana i wydana w 1967 roku przez słynną w tym czasie wytwórnię z Nowego Jorku – Van Gelder Studios i na prawdę nie przypominam sobie jak dotarła do Polski, a w szczególności bezpośrednio do mnie.

    Bez zbytniej opieszałości położyłem płytę na talerzu wciąż sprawnego technicznie gramofonu, odpowiednim pokrętłem ustawiłem właściwą prędkość jej obrotu delikatnie kladąc na niej adapter z igłą.

    W głośnikach zabrzmiał pierwszy utwór ze strony A – Slow Drug.

    Kolejną godzinę spędziłem na słuchaniu tylko tego jednego utworu odtwarzając go z płyty raz za razem podnosząc i kładąc igłę adaptera w tym samy miejscu.

    Zacząłem zastanawiać się czy czasem Donald Byrd nie był „pod wpływem” w trakcie komponowania tego utworu lub w czasie gdy wraz ze swoimi muzykami nagrywali cały materiał dźwiękowy. To z jakim luzem grają w timingu dyktowanym przez Billy`ego Higgins`a jest nieprawdopodobne. Niesamowita precyzja i lekkość wykonania, ekspresja produkująca ciarki na rękach, dynamika, nastrój, barwa, rytm, a przede wszystkim bardzo oszczędne frazowanie podawane słuchaczowi w idealnych porcjach. Ten utwór to wszystko ma.

    Mówiąc dość ogólnikowo oni sobie w tym utworze luźno spacerują jarając fajki, coś mówią do siebie, grzebią w kieszeniach swoich szerokich spodni i od czasu do czasu poprawiają kapelusze gdy przeskakują przez nuty niedbale porozrzucane na chodniku 52 ulicy.

    Czyli ogólnie rzecz ujmując i tak trochę uogólniając Slow Drug to fenomenalny spacer wykonywany przez utalentowanych ludzi, którzy właśnie wprowadzili mnie na wyższy poziom spacerowy.

    Ale uwaga! W pewnych okolicznościach uogólnianie nie jest prawidłowym kierunkiem marszu i spacer tą ścieżką może wyprowadzić nas na tzw. manowce, o czym świadczy poniższa historia:

    —————————————————————————

    Na Mistrzostwach Świata w Uogólnianiu Rzeczy Niepotrzebnie Złożonych spotkali się wielcy mistrzowie Ogólnictwa. Po dwudziestu latach ponownie zjechali się z różnych zakątków świata aby zmierzyć się z całym zestawem najbardziej skomplikowanych rzeczy jakie do tej pory zostały wymyślone przez sławnych demagogów. Były to rzeczy niesłychanie złożone- godne tego turnieju.

    Ogólnikowcy (bo tak ich nazywają na całym Świecie) reprezentowali różne style Ogólnictwa.

    Byli tacy co uogólniali z półobrotu.

    Byli tacy co uogólniali z wyskoku.

    Byli również i tacy co uogólniali wzrokowo (dość niestandardowo).

    Już po pierwszym etapie zawodów odpadło wielu zawodników- ogólnikowców. Nie poradzili sobie bowiem ze wstępna syntezą i analizą istoty rzeczy poddanej uogólnieniu. Pomimo tego, iż każdy z nich robił to tysiące razy zawodowo.

    Tak trudna była to rzecz.

    Po drugim etapie odpadło znów wielu gdyż nie odgadli właściwego sposobu dalszego kojarzenia oraz egzegezy ukrytych prawd w poszczególnych złożonościach podanego problemu pomimo, że doskonale znali jego istotę.

    W kolejnych dwudziestu siedmiu etapach uogólniania odpadło kolejnych kilkuset. Lawirując pomiędzy ciasno porozstawianymi słupkami wytyczonych aksjomatów gubili zdrowy rozsądek lub zdrowy rozsądek gubił ich.

    Po kilku miesiącach zaciętej rywalizacji do finału dotarło dwóch zawodników o zupełnie odmiennych stylach ogólnictwa. Jeden z nich w swoich dywagacjach preferował nagminne używanie ostrych narzędzi, a przede wszystkim nożyczek krawieckich i wyprostowanego spinacza do kartek. Ten drugi inicjował konkluzje poprzez wypluwanie białych piłeczek do tenisa stołowego.

    To zróżnicowanie w stylach oby zawodników było początkowo kłopotliwe dla sędziów, ale szybko uporali się z tym problemem i wydali werdykt.

    Werdykt sędziowski:

    „… ostateczne uogólnienie zostało przeprowadzone przez obu zawodników prawidłowo i jednakowo ogólnie. Konkluzje są jednakowo kompletne i stabilne w swojej ogólnikowości.

    Biorąc pod uwagę wszystkie parametry uogólniania skład sędziowski doszedł do wniosku, że obaj panowie są wygranymi, a tym samym równorzędnymi Mistrzami Świata w Uogólnianiu.

    Jednocześnie dążąc do doskonałości w sztuce uogólniania skład sędziowski postanowił w ramach tego turnieju dokonać ostatecznego uogólnienia polegającego na kompilacji obu Panów w jednego ściśle uogólnionego, spójnie pojedynczego Mistrza Świata…”.

    —————————————————————————

    Slow Drug kończy się kolejny raz. Trzeba iść spać.

     

    A. M.

  • Mechanizm 16/16

    Mechanizm 16/16

    – Pani, nazywam się Cinceros i z polecenia szlacheckiego rodu Umajjadów moja rodzina od wieków sprawuje piecze nad Mechanizmem, który znajduje się w piwnicy mojego domu.

    Konstancja podeszła do mechanizmu i szybkim ruchem przekręciła dwie niewielkie dźwignie.
    Nagle wszystkie miedziane i szklane elementy zaczęły wibrować, a w środku największego hebanowego naczynia mechanizmu pojawiło się niebieskie światło.
    Wewnątrz obszernej piwnicy rozchodził się złowieszczy pomruk wiatru, a kurz uniesiony z posadzki tańczył pod sufitem sarabandę.

    Zaniepokojony Cinceros wyszedł z piwnicy pozostawiając na ścianie zapaloną latarnię. Jego rodzina pakowała najcenniejsze rzeczy przygotowując się do ucieczki najprawdopodobniej do Jerozolimy. Pozostało im już niewiele czasu na opuszczenie domostwa.

    Konstancja zmieniając położenie kilkudziesięciu pokręteł i zębatek wprawiła w ruch kolejne elementy mechanizmu, w tym szklaną głowicę, która rozsunęła się ukazując w całej okazałości bijące światło z wnętrza hebanowej trumny.
    Po kilku godzinach mechanizm był już gotowy do pracy.

    Konstancja wyjęła z piwnicznej skrytki zielony flakonik opisany jako „Senior Alvaro de Nurba” i umieściła go na specjalnej podstawce. Gęsty płyn z flakonika przelał się przez plątaninę szklanych rurek mechanizmu przyjmując różne barwy. Po chwili w świetle hebanowego naczynia w gęstwinie jasnozielonej mgły wyłoniła się postać seniora Alvaro.

    – Brawo Konstancjo – powiedział na przywitanie – perfekcyjnie opanowałaś sztukę przemiany substancji przy pomocy owego mechanizmu. Wywołałaś moją cielesność wręcz bezbłędnie – Alvaro, z pewnym zdziwieniem ale pełen dumy, spoglądał na swoje ręce i nogi.
    – Senior – nie mamy zbyt wiele czasu, a jakże wiele pytań zaprząta moją głowę.
    – Droga Konstancjo, wywołałaś mnie z tego oto płynu, który wypełniał flakonik. Wiedz, że mechanizm ten umożliwia nie tylko bezcielesne podróże w przestrzeni ale i w czasie. Wielu myślicieli, odkrywców, filozofów, matematyków, a także osobistości sztuki znajduje się w płynnym stanie czekając na przywrócenie do życia w następnych stuleciach. Leonardo da Vinci, Rafael Santi, Tomas Morus, Michaele d’Angelo czy Vasco da Gama to tylko nieliczni z rzeszy naszych braci, którzy jeszcze niejednokrotnie na przestrzeni wieków dadzą upust swojej doskonalej kreatywności w imię rozwoju ludzkości i postępu. Jako ze Inkwizycja depcze nam po pietach zapraszam Cię do wnętrza mechanizmu gdzie wspólnie przejdziemy przemianę. Moi jerozolimscy współpracownicy czekają już na możliwość wywołania naszej cielesności w bezpiecznym miejscu.

    Po tych słowach Konstancja i Alvaro de Nurba zniknęli pod szklana kopułą hebanowego naczynia, a mechanizm zmieniając ich cielesność w płyn działał jeszcze przez chwilę. Do pustego domu przy Placu Świętego Andrzeja właśnie wkraczali Inkwizytorzy wraz z uzbrojonymi żołnierzami.

    —————————————————————————

    andrzeja
    Plac św. Andrzeja, Madryt

    cinceros
    Dom rodziny Cinceros przy pl. św. Andrzeja, Madryt – wybudowany w XVI wieku

    A.M.

  • Mechanizm 15/16

    Mechanizm 15/16

    Na Plaza de San Nicolas zaświeciło poranne słońce oświetlając w połowie drzwi frontowe do kościoła San Nicolas de los Servitas. Konstancja zastukała w nie za pomocą wielkiej wystającej kołatki. Po chwili na wieży kościoła wykonanej w stylu Mudejar i ozdobionej podkowiastymi łukami pojawiła się postać. Nie czekając na pozwolenie bracia Sotta pchnęli ciężkie wrota i weszli do środka.

    – Pielgrzymi, witam Was w tym przybytku wiary zbudowanym kilkaset lat temu przez Muzułmanów – powiedział na przywitanie Armanduzca – bankier Morro uprzedził mnie o Waszej wizycie jednakże nie wiem w czym mogę Wam pomoc.
    – Senior, racz okazać nam rzeczy, które dostałeś ode mnie na przechowanie – powiedział Stilito Platta.

    Po tych słowach Armanduzka oddalił się i zniknął w zaułkach średniowiecznego kościoła.
    Po chwili wrócił trzymając w ręku księgę, która swoim wyglądem przypominała kabalistyczną księgę Zohar. Był to ostatni ocalały egzemplarz Tajemnych Zastosowań Mechaniki Różnej.
    Konstancja niezwłocznie położyła księgę na zimnej posadzce i rozdarła jej przednią oprawę. Pod połacią skóry znajdował się przemyślnie ukryty skrawek pergaminu, który Konstancja wydobyła. Po rozłożeniu okazało się, ze była to miniaturowa mapa z zaznaczonym miejscem ukrycia Mechanizmu Transsubstancyjnego.
    Z mapy wynikało, ze mechanizm ukryty był w piwnicach murowanego domu w posesji rodziny Cinceros niedaleko Plaza de Oriente w miejscu gdzie kilkaset lat wcześniej Muzułmanie założyli osadę o nazwie Mayrit.

    Nagle w kościele rozległy się strzały z broni gładkolufowej i okrzyki „Poddajcie się! Stać! Inkwizycja!”. Dziesiątki żołnierzy Inkwizycji rozbiegło się po całym kościele. Bracia Sotta również nie pozostawali dłużni i szybko otworzyli ogień. Armanduzka padł nieżywy ugodzony kulą w głowę, a Stilito Platta zniknął bez śladu.
    Konstancja i bracia Sotta podjęli natychmiastową ucieczkę nawą boczną jednak w zamieszaniu śmiertelnie ugodzony został w plecy jeden z braci.
    – Pani zostaliśmy zdradzeni, uciekaj i pozwól mi pozostać nierozłącznie z mym bratem, niech los dopełni swojej powinności.

    Konstancja pozostawiając w rozpaczy przemytników wymknęła się z kościoła i znikła w wąskich uliczkach Madrytu. Przemykając pomiędzy gwarnymi stoiskami z owocami morza, wędlinami, serami, winem i słodkimi przysmakami kierowała się w stronę Placu La Paja, a następnie Placu Świętego Andrzeja.
    Byłajużbardzobliskocelu.Niemogłasięzatrzymać.

    Czasu było coraz mniej.

    —————————————————————————

     

     

    A.M.

  • Mechanizm 14/16

    Mechanizm 14/16

    Wiele nocy Konstancja poświęciła na studiowanie swoich odręcznie sporządzonych notatek. Z zawziętością godną klasztornego skryby cierpliwie odczytywała kolejne fragmenty pisma. Po przestudiowaniu całości przez kolejnych kilkanaście dni sporządziła dodatkowo kilkaset uwag, a z nich, dzięki swojemu arcyanalitycznemu umysłowi, spisała kolejnych kilkadziesiąt uwag i konkluzji.

    Po dwóch miesiącach i czterech dniach spędzonych w swoim obszernym namiocie wyszła z niego z uśmiechem i z wyraźnym zadowoleniem. Na jej twarz, od tak długiego czasu, padły pierwsze promienie słońca. Witając się z przechodzącymi kobietami przywdzianymi w tradycyjne stroje estremadurskie pospiesznie odchyliła poły materiału, które zakrywały wejście do namiotu. Zaciekawionym kobietom ukazało się jego wnętrze pokryte w całości ponad tysiącem kart zapisanego papieru.

    – Senior Sotta, senior Sotta – zwróciła się do stojących nieopodal cygańskich przemytników – w manuskrypcie odkryłam istotne rzeczy, dlatego też jeszcze dzisiaj wyruszamy do Madrytu w sprawie nader ważnej i niecierpiącej zwłoki. Senior Stilito Platta z radością będzie nam towarzyszył.

    Po tych słowach bracia Sotta niezwłocznie przystąpili do przygotowywania wyprawy.

    – Pani, jestem do Twoich usług – skinął głową Stilito i dodał – mam nadzieję, że Księga, o którą mnie już kilkakrotnie pytałaś będzie Ci bardzo pomocna. Znajduje się ona teraz w rekach niejakiego Armanduzci, do którego doprowadzę Cię Pani w Madrycie.
    – Pani – rzekli zaciekawieni bracia Sotta – Jest tylko jedno miejsce w Madrycie gdzie możemy spotkać tego człowieka. To stary kościół San Nicolas de los Servitas.

    A.M.

  • Mechanizm 13/16

    Mechanizm 13/16

    Odkąd moim celem życiowym stało się zdobywanie cudzych majątków, oszustwo, wyłudzenia i paserstwo odtąd jako Aron Stilito Platta nie miałem sobie równych w tym złodziejskim fachu w całej Hiszpanii. Dzięki kontaktom jakie udało mi się poufnie nawiązać przy pomocy domu bankierskiego Morro, moje oszustwa z roku na rok stawały się coraz bardziej spektakularne i coraz bardziej autentyczne. Okradałem tylko majętnych i wysoko postawionych przez co szybko stałem się sławnym ale i bardzo poszukiwanym przestępcą.

    Pewnego razu podczas okradania rezydencji pewnego kardynała natrafiłem na zbiór ksiąg oprawionych w skórę i spisanych każda w trzech językach. Księgi te stały się również moim łupem.
    Jedna z nich za pośrednictwem bankiera Morro trafiła w ręce posłańca o nazwisku Armanduzca, który zmierzał wówczas do Jerozolimy. W domu kardynała znalazłem również spisane zeznania niejakiego Pacheko, który był szpiegiem i donosicielem na usługach Inkwizycji, a także dokumenty świadczące o istnieniu tajnej organizacji wewnątrz struktur kościelnych, która zajmowała się poszukiwaniami jakiegoś cudownego mechanizmu.
    Wszelkie te dokumenty zabrałem nieopacznie ze sobą narażając siebie na wielkie niebezpieczeństwo.

    Poszukiwany, ścigany i nękany przez oprawców podczas samotnej ucieczki znalazłem się w owych Górach Kantabryjskich, w których z kolejnej opresji wybawili mnie dzielni bracia Sotta.
    Po tych słowach bracia Sotta z uznaniem i szacunkiem pokiwali głowami w stronę Stilito Platty, a on sam ukłonił się wszystkim i udał się na spoczynek.

    A.M.

  • Mechanizm 12/16

    Mechanizm 12/16

    Urodziłem się w Neapolu w zacnej rodzinie urzędników dworskich. Mój ojciec był niezastąpionym zarządcą majątku hrabiego Fontini Christi oraz znanym w okolicy ze swojej sumienności, uczciwości i rzetelności.

    Już od najmłodszych lat jako jedyny potomek rodu Lepante byłem otoczony dobrą opieką i miłością rodzicielską, a na każdym kroku wpajano mi uczciwość i sumienność. Otrzymawszy właściwe memu pochodzeniu wykształcenie w latach młodzieńczych wyjechałem do Rzymu aby kontynuować naukę przedmiotów ścisłych, w tym algebry i geometrii.

    Po jakimś czasie otrzymałem z domu list następującej treści: „…Drogi Gabrielu, Twój ojciec, a mój mąż pogrążony w wielkim żalu i niesprawiedliwości nagle zmarł wczoraj w naszym domu. Kilka dni wcześniej, po czterdziestu latach nienagannej służby został on niesprawiedliwie oskarżony o oszustwo jakiego miał dopuścić się wobec majątku hrabiego Fontini Christi. Wiesz jak uczciwym był Twój ojciec człowiekiem więc możesz wyobrazić sobie jak niedorzecznym było oskarżenie go o kradzież dziewięciu srebrnych łyżeczek z jednego z kilkuset kompletów stołowych. W wyniku oskarżenia ojciec zapadł w głęboką apatię, a my zostaliśmy pozbawieni całkowicie naszego majątku i dorobku życia, więc nie wracaj już do Neapolu i postaraj się żyć i pracować dalej w Rzymie, w którym powinieneś w dalszym ciągu układać sobie szczęśliwe życie. Matka.”.

    Po tych słowach wezbrała we mnie wściekłość. Poprzysiągłem sobie zemstę na Fontinim Christim. Porzuciłem niedokończone studia i uczciwe życie, które do tej pory wiodłem. Pozostawiłem także moich towarzyszy, wszystkie swoje rzeczy, znajome miejsca po czym niepostrzeżenie opuściłem Italię. Od tej pory przybrałem nowe nazwisko Stilito Platta.

    Kilka lat później wróciłem do Neapolu i dowiedziałem się, ze matka zmarła niedługo po moim ojcu w skrajnej biedzie i zapomnieniu.

    W przeciągu kolejnego miesiąca po zwinnej mistyfikacji, w której pomógł mi bankier Morro, jako domniemany kupiec dostałem się w łaski hrabiego, któremu obiecałem podwojenie jego majątku. W rzeczywistości pozbawiłem go wszelkich dóbr, które posiadał, w tym dwóch pałaców, majątku ziemskiego i sum pieniężnych, a następnie pozbawiłem go życia, które i tak wiódł zbyt długo.
    Uciekając przed wymiarem sprawiedliwości skryłem się w Hiszpanii.

    A.M.

  • Mechanizm 11/16

    Mechanizm 11/16

    Za każdym razem kiedy Bracia Sotta po kilku dniach nieobecności przybywali do obozu, przywożąc na mułach i osłach zaopatrzenie, wnet podnosił się ogólny rumor. Pospołu mężczyźni i kobiety odchodząc od swoich zajęć obozowych szybko brali na swoje barki i głowy pakunki po czym podążali z nimi do najbliżej położonej jaskini.

    Grupka dzieci przebiegła przed namiotem Konstancji wykrzykując: „…Y de Nuevo va Diverti!” co w języku estremadurskim oznacza „…I znów będzie wesoło!”.

    Konstancja zaprzestała sporządzania notatek z pamięci i spokojnie włożyła pióro do flakoniku. Na czterdziestu jeden kartach pergaminu umieściła tekst wraz ze wszystkimi rycinami dotyczącymi Grenadzkiego Mechanizmu Transubstancyjnego z księgi, którą jeszcze nie tak dawno temu trzymała w rękach zaciekle czytając. Teraz cała wiedza na ten temat spisana co do najmniejszego wyrazu, znaku i litery leżała na jej prymitywnym stoliku.

    – Pani – odezwali się równocześnie bracia Sotta stojąc u wejścia do namiotu Konstancji – przedstawiamy ci znamienitą osobistość, najdzielniejszego i najbardziej zuchwałego złodzieja z jakim mieliśmy do czynienia z tej strony basenu śródziemnomorskiego, jednego z najlepszych w tym fachu jakich znała Hiszpania.
    – Pani, nazywam się Aron Stilito Platta – ukłonił się przybysz, po czym kontynuował tymi słowami: Jest to prawda, znanym jestem złodziejem lecz jak Bóg mi świadkiem, nigdy nie okradłem biednego. W dniu wczorajszym jadąc na południe natknąłem się na rzezimieszków, którzy próbowali mnie bezczelnie zrabować. Nieoczekiwane pojawienie się braci Sotta uchroniło mnie przed złym losem, a gościna jaką mi zaoferowali spowodowała, że się tutaj znalazłem. W drodze do obozu dzielni Sotta raczyli opowiedzieć mi Pani o Twoich perypetiach, które wydały mi się bardzo znajome. Racz więc Pani i Ty wysłuchać niezwłocznie mej historii, dzięki której dowiedziesz się o istotnych sprawach, które Cie dotyczą.
    To rzekłszy senior Stilito Platta ukłonił się i usiadł wygodnie na dużym kamieniu w kształcie pochylonego taboretu. Obok, na mniejszych kamieniach, zasiedli bracia Sotta i Konstancja, która odezwała się tymi słowami: – Senior, jestem rada z tego spotkania i z ochotą wysłucham co masz do powiedzenia.

    Po tych słowach wszyscy z zainteresowaniem spojrzeli na seniora Stilito Plattę, który wychyliwszy kubek cierpkiego kantabryjskiego wina rozpoczął następującą opowieść: Nazywam się Aron Stilito Platta, jednak moje prawdziwe nazwisko brzmi Gabriel Lepante.

    —————————————————————————

    estremadurska
    Kobieta w tradycyjnym stroju estremadurskim – 2008r.

    A.M.

  • Mechanizm 10/16

    Mechanizm 10/16

    – Wielmożna Pani… Posłańcy – Pacheko znikł za drzwiami tak szybko jak się pojawił.

    Bracia Sotta energicznie weszli do pokoju, ukłonili się i powiedzieli co następuje: Droga Pani, jesteś w niebezpieczeństwie, sprawy wyszły na jaw i musisz niezwłocznie opuścić ten dom w naszym towarzystwie. Udzielimy Ci Pani schronienia w Górach Kantabryjskich, a tymczasem senior Alvaro nakazuje zniszczenie Mechanizmu aby ten niedostał się w ręce Inkwizytorów.

    Konstancja spojrzała ostatni raz na Grenadzki Mechanizm Transsubstancyjny i wyszła z pokoju. Za sobą usłyszała dźwięki rozbijanego szkła, tłuczonego metalu i łamanych konstrukcji drewnianych. Bracia Sotta robili co do nich należało.

    Konstancja nie była zmartwiona utratą pozostałej części swojego majątku, jak również zniszczeniem cudownego mechanizmu stworzonego przez Wolnomularzy. Już wcześniej znajdowała się w podobnym położeniu kiedy to mieszkając w domu ojca swego we włoskim Monte Salerno za czasów panowania Fryderyka króla Neapolu i Sycylii doznała niszczącej siły wulkanu. Podobnie jak teraz, w pośpiechu opuszczała swoje domostwo, tyle że wtedy wraz z ojcem i całą służbą przed zalewającą cale miasto – niszczącą lawą, a teraz przed zniewalającą umysły ludzi – znienawidzoną Inkwizycją.

    —————————————————————————

    monte salerno
    Monte Salerno, Włochy – widok ogólny

    A.M.

  • Mechanizm 9/16

    Mechanizm 9/16

    „Droga Pani…” – pergamin, który Konstancja trzymała w swoich delikatnych dłoniach przyprawiał ją o zawrót głowy – „…jak już się domyślasz musiałem opuścić Hiszpanię z nader ważnych przyczyn i już do domu mego za życia nie powrócę. Jako że Inkwizycja i nieprzychylne mi osoby mogłyby wnet targnąć się na moje życie. Pod Twoją opieką zostawiam cenny mechanizm, który należy od wieków do bractwa wolnomularskiego, którego jestem Mistrzem i którego to mechanizmu zasady działania znajdziesz w przekazanej Księdze. Wszelkie instrukcje co do dalszego postępowania będą przekazywać Tobie Pani cygańscy bracia Sotta, z którymi już miałaś okoliczność”.

    Konstancja stała wpatrzona w zalaną słońcem San Salvador i pomimo wygodnego życia, które wiodła w tym domu pierwszy raz poczuła niepokój i pomyślała o ucieczce.

    Do drzwi zapukał służący Pacheko.

    A.M.

  • Mechanizm 8/16

    Mechanizm 8/16

    Jakże niespokojne były to czasy, w których nawet za leczenie chorych przy pomocy ziół o nieznanej ingrediencji można było zostać przeklętym przez Inkwizycje i wepchniętym do najgłębszych lochów. Strasznym przykładem jest tu gubernator Kadyksu, który wraz z całą swoją rodziną został stracony wnet po tym jak znaleziono u niego egzemplarz De Revolutionibus Orbium CoelestiumwielkiegoniedocenionegouczonegoNicolaiCopernici.

    W owym czasie trudno było o solidną i dogłębną wiedzę. Docierała ona tylko do niewielu poprzez nieliczne księgi, które rozpowszechniano za pomocą zaufanych kurierów. Tajemne Zastosowania Mechaniki Różnej, bo taki tytuł miała oprawiona w skórę księga, którą Konstancja otrzymała od wędrowcy Arnanduzki, swoim wyglądem przypominała nieco kabalistyczna księgę Zohar. Miała również podobny układ pisma, dużo kolorowych rycin, szkiców i objaśnień. W rozdziale O Grenadzkim Mechanizmie Transsubstancyjnym Konstancjaspostrzegłarycinęprzedstawiającąmechanizm,przedktórymwłaśniestała.

    W ciągu kolejnych kilkunastu godzin z zapartym tchem i z niedowierzaniem przeczytała cały ten rozdział. O zmierzchu całkiem wyczerpana położyła się na spoczynek jednak tej nocy nie mogła już zasnąć.

    —————————————————————————

    zohar
    Wewnętrzne stronice biblii kabalistów – księgi Zohar

    A.M.

  • Mechanizm 7/16

    Mechanizm 7/16

    Pewnego razu do drzwi domu przy San Salvador zapukał tajemniczy jegomość w czarnym długim surducie i podniszczonym kapeluszu. W rękach trzymał skórzaną teczkę z dziwnym nadrukiem na przedzie symbolizującym jakoby trójkąt lub niedokończoną piramidę.

    Służący Pacheko wnet otworzył drzwi i wprowadził zmęczonego wędrowcę do biblioteki, w której czekała już Konstancja. Nieznajomy usiadł w fotelu i poprosił o pozwolenie wypalenia cygara. Konstancja chciała coś powiedzieć, ale nic nie rzekła, nieznajomy dobył więc z kieszeni cygara i zapalił je u lampy stojącej na stole.

    – Droga Pani! – rozpoczął przybysz nie kryjąc swojego andaluzyjskiego akcentu – Nazywam się Lucio Enrique Arnanduzca. Przybywam z dalekiej Jerozolimy z przesyłką poleconą dla Pani od seniora Alvaro. To list oraz ta tajemna księga spisana odręcznie w trzech językach. Wiedza w niej zawarta posłuży ci Pani do uruchomienia mechanizmu, który znajduje się w tym domu. Senior Alvaro prosi o pośpiech.

    A.M.

  • Mechanizm 6/16

    Mechanizm 6/16

    Po kilku dniach Konstancja wraz ze służbą i pozostałym dobytkiem zamieszkała w nowym domu, który składał się z dużego ogrodu z basenem otoczonego ceglanym murem, z 12 pokoi o rożnej kubaturze, 4 sypialni, 2 pokojów kąpielowych z czego jeden ze wspaniałym północnym widokiem na Alhambrę.

    W domu znajdowało się też jedno bardzo dziwne pomieszczenie. Znacznie większe niż pozostałe, pozbawione podłóg i sufitów. Na jego środku umieszczone było olbrzymich rozmiarów urządzenie mechaniczne niewiadomego zastosowania. Mnóstwo kół zębatych, pokręteł i dziwacznych szklanych elementów. Ten dość przerażający widok nieco zaniepokoił, a następnie mocno zainteresował Konstancję, gdyż nie widziała ona czegoś podobnego w żadnej hiszpańskiej manufakturze. Jako że sama już od wielu lat zajmowała się mechaniką i konstrukcją maszyn na potrzeby wielu branży (w tym tekstylnej, papierniczej, inkaustniczej, drewnianej) starała się odgadnąć zastosowanie tego mechanicznego monstrum.

    Codziennie odwiedzała to pomieszczenie, przyglądała się, rozmyślała, szkicowała, wertowała książki traktujące o mechanice, przesiadywała godzinami do późnych godzin wieczornych. Nawet do tego stopnia, że służący Pacheko często po całym dniu przynosił jej wieczorem gorącą strawę i z debilnym wyrazem twarzy spoglądał na wielki mechaniczny galimatias.

    —————————————————————————

    A.M.

  • Informacje

    Informacje

    W celu skorzystania z Internetu należy zazwyczaj wyciągnąć z kieszeni smartfona i uruchomić odpowiednią aplikację. W Hawanie na Kubie jest to nieco bardziej skomplikowane ponieważ trzeba zakraść się do jednego z kilku czynnych jeszcze hoteli przeznaczonych dla gości zagranicznych. Tam przy odrobinie szczęścia i odpowiedniej zasobności portfela (ceny liczone w dolarach- ok. 1,5 miesięcznej pensji przeciętnego Kubańczyka za 1 min. połączenia internetowego!) możemy uzyskać podgląd na to co jest publikowane na ogólnie dostępnych światowych portalach informacyjnych.

    Przeciętnego Kubańczyka nie stać na taki komfort więc zadowala się przemówieniami Fidela (archiwalnymi) i Raula Castro (bieżącymi) w kubańskiej telewizji państwowej lub ich późniejszymi przedrukami w prasie.

    Poza Kubą… i ewentualnie Koreą Północną dostęp do bieżącej informacji jest praktycznie nieograniczony. Każdy mieszkaniec globu ma natychmiastowy dostęp do dowolnej wyprodukowanej informacji i nieskończonych danych z każdej dziedziny życia.

    Ale czy ten Pospolity Mieszkaniec Globu (PMG) czasami zastanawia się nad jakością informacji, którą konsumuje? Może i się zastanawia, ale i tak nie posiada odpowiednich narzędzi aby to ocenić. Pozostaje mu jedynie zdrowy rozsądek i własna subiektywna ocena sytuacji.

    PMG jest codziennie zalewany setkami tysięcy idiotycznych, zmanipulowanych informacji.

    Wśród ok. 2% faktów i poprawnych opinii reszta to niezliczone ilości celowych kłamstw, niecelowych przekłamań, półprawd, a także cała masa nieistotnych bzdur.

    Przykłady tytułów postów zamieszczonych na głównych portalach internetowych w Polsce w okresie jednego tygodnia:

    „Mały penis może być problemem zarówno dla kobiet jak i mężczyzn”.

    „Hanka uległa Schetynie. Kulisy rozmów”.

    „Ten strój rozpala wyobraźnię. Znów pokazała za dużo”.

    „Papuga drzemała w łóżku. Jej reakcja sprawi, że będziecie skręcać się ze śmiechu”.

    „Karetka wypadła z drogi, a pacjentka zniknęła bez śladu”.

    „Stoimy w obliczu zagrożenia na niespotykaną skalę. Koniecznie przeczytaj”.

    „Weź pożyczkę od ręki”.

    „To niewiarygodne. Zobaczcie gdzie zwymiotował gwiazdor”.

    „Rosja zaniepokojona postawą Korei Północnej”.

    „Stany Zjednoczone zaniepokojone postawą Turcji”.

    „Turcja zaniepokojona postawą Unii Europejskiej”.

    „Niemcy zaniepokojone doniesieniami z Polski”.

    „Jak mądrze karać psa”.

    Ten Hawańczyk mieszkający na stałe na Kubie nawet nie wie, ile bezsensu omija go dzięki sprawnie prowadzonemu programowi izolacji informacyjnej oraz cenzurze tak skrzętnie realizowanej przez państwowe organy bezpieczeństwa.

    Niedawno na Chmielnej zaczepił mnie pan Zdzisiek, który za drobną opłatą chciał sprzedać mi niezłego „newsa”. Po otrzymaniu dwuzłotowej monety wyjawił mi, że „…pojutrze abdykuje prezydent z przyczyn obiektywnych”.

    Z lekkim zażenowaniem odpowiedziałem mu, że w Internecie piszą już o tym od tygodnia, na co Pan Zdzisiek pokiwał twierdząco głową i schował uczciwie zarobione pieniądze w kieszeni nieco wymiętolonych spodni. Po chwili zastanowienia dorzucił na odchodne (już całkiem za darmo): „No widzisz Pan, w Internecie zawsze pierwsi wszystko kurwa wiedzą!”.

    A. M.

  • Mechanizm 5/16

    Mechanizm 5/16

    – Czy Pani Konstancja Nutrabesca? – zapytał jeden z dwóch stojących w wejściu do salonu zamaskowanych mężczyzn. Niechlujnie nałożone na głowę meksykańskie sombrera, czarne chusty i kolorowe poncha wykluczały możliwość jakiejkolwiek identyfikacji.

    – Tak to ja – odrzekła spokojnie kobieta i podeszła do przybyszów.

    – Pani! Nazywamy się Sotta i przynosimy wieści od seniora Alvaro. Jest on bezpieczny i przebywa w ukryciu. Prosi Cię abyś spieniężyła cały jego pozostały majątek oraz swój. W muzułmańskiej części Grenady Albaicin przy kościele San Salvador stoi dom, który Pani następnie nabędziesz za kwotę 1 miliona realów wraz z całym wyposażeniem, które znajduje się w środku. Stary Maur, który jest jego właścicielem oczekuje pojutrze pieniędzy. Bankier Morro dopilnuje wszelkich formalności. Następnie zamieszkasz tam Pani wraz ze służbą. Senior Alvaro obiecuje, ze niczego ci tam Pani nie zabraknie…

    Ukłoniwszy się posłańcy zniknęli za drzwiami.

    —————————————————————————

    san salvador
    Kościół San Salvador, Grenada

    A.M.

  • Mechanizm 4/16

    Mechanizm 4/16

    Cygańscy bracia Sotta należeli do najniebezpieczniejszych przemytników jakich znała Hiszpania. Wciąż nieuchwytni dla wymiaru sprawiedliwości, a także dla Inkwizycji ukrywali się w Górach Kantabryjskich zajmując się kontrabandą.

    Jako młodzi chłopcy podróżując ze swoim ojcem po krajach Mahgrebu zostali porwani przez Tuaregów i sprzedani w muzułmańską niewolę. Uwolniwszy się następnie w sposób przebiegły i przedostawszy do Hiszpanii osiedli się w niedostępnych górach drwiąc z prześladowców. Dzięki uprawianiu kontrabandy wyrobili sobie wówczas potajemne stosunki z wieloma kupcami i bankierami hiszpańskimi. Jednak najbardziej zażyłe i dochodowe koneksje utrzymywali z domem bankierskim z Grenady prowadzonym przez Samuela Morro.
    Za godziwą opłatą Bankier Morro rozprowadzał legalnie na rynku towar przemycany przez braci Sotta. Zajmował się też na dużą skalę lichwiarstwem w czym z resztą pomagali mu dwaj nieustraszeni cygańscy śmiałkowie.

    —————————————————————————

    góry kantabryjskie 2
    Góry Kantabryjskie

    Magrib
    Kraje Mahgrebu, Mahgreb, Mahgrib

    A.M.

  • Mechanizm 3/16

    Mechanizm 3/16

    Konstancja spoglądała zza firan na jak zwykle gwarną  o tej porze roku Paseo de Los Tristes i rozmyślała o trudnej sytuacji w jakiej się znalazła.

    Z głębi salonu doszedł do niej głos bankiera Morro, który ze zbytnią dbałością poprawiał swój fałdowany kołnierz: Szanowna Pani! List, który otrzymałem od seniora Alvaro jednoznacznie nakazuje Ci pozostanie przy majątku. Dodatkowo pragnę Cię Pani poinformować, że niebawem winnaś oczekiwać osobistych posłańców seniora Alvaro, którzy wyjawią Ci ważne informacje.
    Zatem dziękuję Ci Senior- odrzekła Konstancja.

    Bankier Morro z trudem łapiąc powietrze wstał z fotela, nieznacznie się ukłonił i skierował do wyjścia strzepując kurz z mankietów swojego płaszcza za pomocą chusteczki cudownie pachnącej lawendą.

     

    A.M.

  • Mechanizm 2/16

    Mechanizm 2/16

    Minęło 8 lat kiedy to senior Alvaro de Nurba znany producent inkaustu opuścił nagle swój dom w Grenadzie pozostawiając Konstację Nutrabesca w zaskakującej i kłopotliwej sytuacji. Przez ten czas powierzony jej majątek zmalał do poziomu około 1 miliona realów ze względu na znaczną bessę jaka wytworzyła się w handlu inkaustem niebieskim. Miało na to wpływ wiele czynników: wzrost cen wydobywanego w zamorskich koloniach pigmentu kobaltowego – głównego składnika atramentu niebieskiego, ponad trzykrotny wzrost cen transportu morskiego, wzrost kosztów produkcji i wiele wiele innych. Ale chyba najważniejszym powodem tej mizerii był po prostu spadek zainteresowania inkaustem niebieskim. W owym czasie rozpowszechniła się moda na inkaust czerwony, czarny, a nawet jasno zielony, do produkcji którego używano pigmentów metalicznych, w tym glejty ołowianej i zieleni szwajnfurckiej. Ludzie nagminnie odrzucali staroświeckość jaką symbolizował niebieski inkaust. To było passe. Niestety manufaktury Alvaro zlokalizowane m. in. w Oviedo mogły wyprodukować tylko przestarzały inkaust niebieski pomimo, ze jego jakość, zapach i głębokość z jaką wchodził w pergamin były znakomite.

    —————————————————————————

    pigment metaliczny - glejta ołowiana
    Pigment metaliczny – glejta ołowiana (barwnik)

    A.M.

  • Mechanizm 1/16

    Mechanizm 1/16

    Najbardziej cenionym w owym czasie w Grenadzie producentem niebieskiego inkaustu był senior Alvaro de Nurba pochodzący ze szlacheckiego rodu Umajjadów, którzy niegdyś rządzili Kordobą.
    Jak co roku senior Alvaro właśnie wybierał się do Oviedo w nader ważnych sprawach handlowych. W związku z tym posłał po swoją bratanicę, która przybyła wnet na nagle zaproszenie.

    Gdy weszła do salonu rzekł co następuje: Droga Pani! Zostawiam w Twoich rekach mój cały majątek wart 3 miliony realów na co wystawiam Ci odpowiednią plenipotencję. Wszelką pomoc w zarządzaniu majątkiem znajdziesz Pani u bankiera Morro, który jest obeznany w sytuacji. Po chwili nieznacznej konsternacji kobieta odrzekła: Drogi Senior! Nie wiem dlaczego spotyka mnie taka przykrość. Nie pojmuję powodów Twojego postępowania jednak nie oczekuję wyjaśnień.
    Droga Konstancjo – odparł Senior Alvaro – nie pytaj o nic. We właściwym czasie otrzymasz wiadomość.

    Gdy to powiedział ukłonił się i szybko wyszedł z domu na jasną i zatłoczoną Paseo de Los Tristes gdzie wsiadł do powozu i odjechał.

    —————————————————————————

    granada hiszpania
    Grenada (Granada), Hiszpania

    paseo-de-los-tristes granada
    ulica Paseo de Los Tristes (Grenada, Hiszpania) – widok dzisiejszy

    A.M.

  • Start a post

    Start a post

    „My Favorite Things” – to tytuł słynnego albumu jazzowego Johna Coltrane`a wydanego w 1961 roku przez wytwórnię płytową Atlantic Records. Wtedy jazz na całym świecie przeżywał swoje najlepsze chwile, a w USA płyta szybko stała się komercyjnym sukcesem.

    Najbardziej znanym utworem z tego albumu jest tytułowy „My favorite things”, który zebrał wiele nagród muzycznych i w końcu wszedł do panteonu klasyki jazzowej.

    Pomimo, że Coltrane do 1961 roku miał już w swoim dorobku mnóstwo przebojów i już wtedy uważany był za jednego z najlepszych muzyków jazzowych na świecie to wydanie „My Favorite Things” było początkiem nowego muzycznego rozdziału w jego życiu. Był to pierwszy album, na którym grał na saksofonie sopranowym (jest z nim na okładce płyty) zakupionym przez Milesa Davisa w Paryżu podczas ich wspólnej trasy koncertowej po Europie w 1960 roku.

    myfavoritethings

    Miles podarował instrument koledze, a ten z zaciekawieniem zaczął go odkrywać.

    Słuchjąc Johna Coltrane`a,  McCoy Tynera, Steve`a Davisa i Elwina Johnesa w utworze „My favorite things” utwierdzam się w przekonaniu, że w moim przypadku jest podobnie. Pod wpływem chwili, gdzieś w połowie swojego życia, rozpoczynam pisanie przy pomocy nowego instrumentu zamieniając pożółkły papier i siermiężne pióro na wygodną klawiaturę z dostępem do nowoczesnej blogerskiej technologii.

    Dlatego też tak właśnie nazwałem swojego dziewiczego – pierwszego (i chyba ostatniego) bloga – „Favorite things”, który potraktuję jako elektroniczny dziennik subiektywnych obserwacji rzeczy dziwnych, ciekawych i podejrzanych, których często jestem naocznym świadkiem, i do których w każdej chwili będę mógł wrócić. Co prawda nie nastawiam się na analogiczny do Coltrane`a spektakularny sukces komercyjny ale przynajmniej będę miał poczucie spełnienia kolejnej drobnej rzeczy w moim życiu, której niezrealizowanie mogłoby na starość przysporzyć mi sporo niepotrzebnej przykrości.

    … a więc „Start a Post” przy akompaniamencie John Coltrane Quartet…

    John Coltrane Quartet- „My favorite things”

     

    A.M.