Pan Zenek, powszechnie znany jako Centralny Mózg Ludzkości, jak zwykle w piątek siedział na ławce przy zaśmieconym skwerze niedaleko swojego mieszkania. Właściwie to siedział nie tylko na ławce ale i na pogiętej, przedwczorajszej gazecie zawierającej dużą ilość ważnych informacji gospodarczych.
W jego bezpośredniej bliskości przesuwały się postacie ludzi przytłoczonych swoimi codziennymi problemami życiowymi. Wykrzywione twarze przechodniów ukazywały się przez chwilę w lusterkach przytwierdzonych do butów Pana Zenka ujawniając prawdziwe powody uciążliwych zmartwień.
Pan Zenek zerkał ukradkiem na lustrzane odbicia ludzkich ułomności i ze zrozumieniem kiwał głową. Jednym ruchem mógłby je wszystkie naprawić ale nie miał na to czasu, ponieważ był bardzo zajęty.
Jako Centralny Mózg Ludzkości zajmował się jedynie problemami o charakterze globalnym.
Poprawiając kant na swoich poplamionych bawełnianych spodniach skupił się nad jednym z istotnych problemów ludzkości, z którym zmagał się osobiście od przedwczoraj. Przytrzymując głowę otwartą dłonią kontynuował proces myślowy, który coraz bardziej uwydatniał na jego czole szereg kolein w skórze powszechnie nazywanych bruzdami.
Szarzało. Wzmagał się wiatr, który jednostajnie wygaszał odbicia twarzy w niewielkich lusterkach. Niebo stawało się coraz bardziej nerwowe. Sine chmury piętrzyły się na nieboskłonie, a wiatr zmieniał położenie niektórych śmieci w bezpośredniej bliskości ławki.
Nagle Centralny Mózg Ludzkości uniósł się z ławki. Gazety, na których siedział i cały świat momentalnie zamilkły. Ucichł wiatr, a niebo znów stało się szarobłękitne.
Wsuwając obandażowaną, spuchniętą dłoń do jednej z niezajętych, głębokich kieszeni pan Zenek popatrzył z zadowoleniem przed siebie po czym oddalił się z miejsca swoich codziennych rozważań.


Dodaj komentarz