F. jak zwykle obudził się na chwilę przed wschodem słońca. Wstał w łóżka i poprawił na głowie wełnianą czapkę. Opryskał się wodą z miednicy, popatrzył w lustro i zagwizdał.
Odchodząc od lustra kopnął leżącą na drewnianej podłodze blond- główkę lalki, która potoczyła się do kilkuset swoich blond- koleżanek pod ścianą.
F. otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz. Zatrzymał się na ganku i spojrzał w mroczną otchłań wielkiej przestrzeni przeciętej polną ścieżką. Po chwili wolnym krokiem zszedł po drewnianych schodkach na wydeptany trakt i chwiejnym krokiem skierował się przed siebie.
Pod wpływem przerażającego popędu pozostawił za sobą swój normalny świat, niewielki dom na uboczu, setki popełnionych podłości, a nawet zbrodni, mnóstwo ciał w żeliwnych wannach, a nawet wstydliwe tajemnice o zapachu spalonej skóry ukryte głęboko w szufladach.
F. pomimo wrodzonego uporu nieodwołalnie i nieuchronnie zniknął w półmroku poranka.


Dodaj komentarz