Uogólnianie…

Szukając przypadkowych inspiracji muzycznych na dzisiejszy wieczór przejrzałem setki stron internetowych zawierających muzykę i traktujących o muzyce. „Poleciałem” po ikonach muzyki klasycznej w kierunku bee bopowego So What Miles`a Davis`a, skąd płynnie wpadłem do funk i muzyki kubańskiej zahaczając o Buena Vista Social Club. Następnie zboczyłem na południe do Nueva Cancion wsłuchując się w legendarną Balderamę Mercedes Sosy… i znów do jazzu do niezawodnego Coltrane`a i kilku innych aby na końcu wypaść z hukiem z zakrętu w Chryzantemy Złociste Mietka Fogga.

Niestety poszukiwania nie przyniosły skutku więc inspiracji zacząłem szukać w nieopodal znajdujących się szafkach i szufladach. W końcu zabrałem się za przeglądanie zakurzonych okładek starych płyt winylowych.

W trakcie wertowania powyginanych okładek wpadła mi do ręki płyta Donald`a Byrda – Slow Drug… i od razu poczułem to ukłucie pod trzecim lewym żebrem (licząc od dołu) niewątpliwie zwiastujące nadejście inspiracji.

Slow Drug została nagrana i wydana w 1967 roku przez słynną w tym czasie wytwórnię z Nowego Jorku – Van Gelder Studios i na prawdę nie przypominam sobie jak dotarła do Polski, a w szczególności bezpośrednio do mnie.

Bez zbytniej opieszałości położyłem płytę na talerzu wciąż sprawnego technicznie gramofonu, odpowiednim pokrętłem ustawiłem właściwą prędkość jej obrotu delikatnie kladąc na niej adapter z igłą.

W głośnikach zabrzmiał pierwszy utwór ze strony A – Slow Drug.

Kolejną godzinę spędziłem na słuchaniu tylko tego jednego utworu odtwarzając go z płyty raz za razem podnosząc i kładąc igłę adaptera w tym samy miejscu.

Zacząłem zastanawiać się czy czasem Donald Byrd nie był „pod wpływem” w trakcie komponowania tego utworu lub w czasie gdy wraz ze swoimi muzykami nagrywali cały materiał dźwiękowy. To z jakim luzem grają w timingu dyktowanym przez Billy`ego Higgins`a jest nieprawdopodobne. Niesamowita precyzja i lekkość wykonania, ekspresja produkująca ciarki na rękach, dynamika, nastrój, barwa, rytm, a przede wszystkim bardzo oszczędne frazowanie podawane słuchaczowi w idealnych porcjach. Ten utwór to wszystko ma.

Mówiąc dość ogólnikowo oni sobie w tym utworze luźno spacerują jarając fajki, coś mówią do siebie, grzebią w kieszeniach swoich szerokich spodni i od czasu do czasu poprawiają kapelusze gdy przeskakują przez nuty niedbale porozrzucane na chodniku 52 ulicy.

Czyli ogólnie rzecz ujmując i tak trochę uogólniając Slow Drug to fenomenalny spacer wykonywany przez utalentowanych ludzi, którzy właśnie wprowadzili mnie na wyższy poziom spacerowy.

Ale uwaga! W pewnych okolicznościach uogólnianie nie jest prawidłowym kierunkiem marszu i spacer tą ścieżką może wyprowadzić nas na tzw. manowce, o czym świadczy poniższa historia:

—————————————————————————

Na Mistrzostwach Świata w Uogólnianiu Rzeczy Niepotrzebnie Złożonych spotkali się wielcy mistrzowie Ogólnictwa. Po dwudziestu latach ponownie zjechali się z różnych zakątków świata aby zmierzyć się z całym zestawem najbardziej skomplikowanych rzeczy jakie do tej pory zostały wymyślone przez sławnych demagogów. Były to rzeczy niesłychanie złożone- godne tego turnieju.

Ogólnikowcy (bo tak ich nazywają na całym Świecie) reprezentowali różne style Ogólnictwa.

Byli tacy co uogólniali z półobrotu.

Byli tacy co uogólniali z wyskoku.

Byli również i tacy co uogólniali wzrokowo (dość niestandardowo).

Już po pierwszym etapie zawodów odpadło wielu zawodników- ogólnikowców. Nie poradzili sobie bowiem ze wstępna syntezą i analizą istoty rzeczy poddanej uogólnieniu. Pomimo tego, iż każdy z nich robił to tysiące razy zawodowo.

Tak trudna była to rzecz.

Po drugim etapie odpadło znów wielu gdyż nie odgadli właściwego sposobu dalszego kojarzenia oraz egzegezy ukrytych prawd w poszczególnych złożonościach podanego problemu pomimo, że doskonale znali jego istotę.

W kolejnych dwudziestu siedmiu etapach uogólniania odpadło kolejnych kilkuset. Lawirując pomiędzy ciasno porozstawianymi słupkami wytyczonych aksjomatów gubili zdrowy rozsądek lub zdrowy rozsądek gubił ich.

Po kilku miesiącach zaciętej rywalizacji do finału dotarło dwóch zawodników o zupełnie odmiennych stylach ogólnictwa. Jeden z nich w swoich dywagacjach preferował nagminne używanie ostrych narzędzi, a przede wszystkim nożyczek krawieckich i wyprostowanego spinacza do kartek. Ten drugi inicjował konkluzje poprzez wypluwanie białych piłeczek do tenisa stołowego.

To zróżnicowanie w stylach oby zawodników było początkowo kłopotliwe dla sędziów, ale szybko uporali się z tym problemem i wydali werdykt.

Werdykt sędziowski:

„… ostateczne uogólnienie zostało przeprowadzone przez obu zawodników prawidłowo i jednakowo ogólnie. Konkluzje są jednakowo kompletne i stabilne w swojej ogólnikowości.

Biorąc pod uwagę wszystkie parametry uogólniania skład sędziowski doszedł do wniosku, że obaj panowie są wygranymi, a tym samym równorzędnymi Mistrzami Świata w Uogólnianiu.

Jednocześnie dążąc do doskonałości w sztuce uogólniania skład sędziowski postanowił w ramach tego turnieju dokonać ostatecznego uogólnienia polegającego na kompilacji obu Panów w jednego ściśle uogólnionego, spójnie pojedynczego Mistrza Świata…”.

—————————————————————————

Slow Drug kończy się kolejny raz. Trzeba iść spać.

 

A. M.

Komentarze

Dodaj komentarz