Spacer

Czasami chodzę szybko ale zazwyczaj chodzę wolno.

Wtedy próbuję naśladować ludzi siedzących na skwerach, w parkach i na ulicach. Robię różne miny i dziwacznie, nienaturalnie dla mnie podskakuję i wykręcam ciało. Ale tylko wewnątrz, gdyż na zewnątrz nie mogę sobie na to pozwolić.

Na zewnątrz istnieją inni wolni spacerowicze na wyższym poziomie spacerowym, którzy obserwują i również mnie naśladują. Oni zachowują się spokojnie na zewnątrz, ponieważ inni jeszcze powolniejsi spacerowicze obserwują ich. Tamtych obserwują jeszcze inni powolniejsi od tamtych, a tamtych następni inni powolni z najwolniejszych.

I tak dalej aż w nieskończoność.

Gdzieś tam w nieskończoności stoi Bóg. On spaceruje już tak wolno, że teoretycznie się nie porusza. Ale to tylko pozory. Bóg to najdoskonalszy spacerowicz.

Ja wolę nie biegać, bo gdy biegnę, czuję na sobie wzrok kilkunastu osób więcej niż zazwyczaj.

Spacer jest bardzo zdrowy chociaż trwa wiecznie. Jest podobny do sztafety lecz bez pałeczek i wyznaczonych torów.

– Dzień dobry Panu! Jestem spacerowiczem tej prędkości co pan. Nazywam się K. i Pana zastąpię!

Nic nie odpowiedziałem. Zrozumiałem, że teraz zostałem zwolniony i nigdy nikogo już nie będę naśladować.

Poszedłem szybciej niż zwykle na sąsiednią ulicę.

Przypadkowo usiadłem pod brudną i popękaną ścianą.

Czekałem… .

Komentarze

Dodaj komentarz